Teatr Wielki Opera Narodowa
I przejdą deszcze...
Polski Balet Narodowy

„Tygodnik Powszechny”:
Nowocześnie o patriotyzmie

   Balet I przejdą deszcze... z muzyką Henryka Mikołaja Góreckiego to rozprawa z demonami najnowszych dziejów Polski oraz bogoojczyźnianą wizją polityki historycznej. [...]
   Muzyka tego twórcy, bodaj jak żadna inna powstała w ostatnich dekadach, wydaje się doskonale służyć tańcowi. Jej charakterystyczny, zrodzony z wewnętrznego konfliktu i sprzeczności idiom, zawarty w zderzeniu beztroskiego, żywiołowego ruchu z nabożnym skupieniem i religijną refleksją, ze sztuką baletową współgra wyśmienicie. Potrzeba tylko dobrego architekta tańca, aby w silnie odczuwalnym pulsie muzyki Góreckiego, na styku skrajnych emocji, w miejscu epatowania przez kompozytora ekspresyjnym konfliktem, odnalazł inspirację do snucia inteligentnej wizji choreograficznej. Artystą świadomym scenicznego potencjału tych kompozycji okazał się po raz kolejny Krzysztof Pastor. [...]
   Podejmując ten wielki, a przez to niebezpieczny temat, w obliczu toczącej się gwałtownej dyskusji na temat specyficznie przez część społeczeństwa pojmowanej polityki historycznej, Pastor naraził się na niebezpieczeństwo zaprezentowania prostej dydaktycznej opowieści o patriotyzmie, ale także opowiedzenia się po jednej ze stron konfliktu. Już samo powołanie się na poezję Krzysztofa Kamila Baczyńskiego w tytule baletu, osnucie libretta wokół pojęć wspólnoty, lęku, klęski i tęczy, a więc symbolu nadziei, przywołanie w literackim komentarzu postaci Polki czekającej w samotności na walczącego w najczęściej przegranych bitwach mężczyznę, przeciwstawienie sobie grup: „My”, „Silni”, „Nasi”, „Inni”, personifikacja metaforycznego „Złowrogiego” oraz „Tchnienia”, wreszcie przypomnienie bolesnych wydarzeń związanych z dwoma światowymi wojnami – musiały wzbudzać czujność.
   Szczęśliwie choreograf uniknął mielizn szkolnej łopatologii i syndromu wciąż popularnej „akademii ku czci”, nie wprowadził na scenę narodowych znaków, nie zarzucał widza patetycznymi treściami. Raczej poruszał się w sferze symboli, odwoływał się do rozpoznawalnych archetypów, a jednocześnie pozwalał na otwartą interpretację dzieła, na dobranie przez widza indywidualnego klucza. Brak fabuły i wyraźnego ukonkretnienia wydarzeń w balecie I przejdą deszcze... to zresztą największa siła premierowego spektaklu. Pomijając zapisane w programie libretto, dałoby się bowiem zupełnie odejść od narodowego tematu i zatopić zmysły w sekwencji pięknych i wzruszających obrazów, stanowiących abstrakcyjną, oderwaną od historycznej narracji refleksję na temat nieszczęśliwej miłości...
   Obok interpretacyjnej ambiwalencji to właśnie estetyczna schludność baletu stanowi jego największą wartość. Pastor nigdy nie był choreografem awangardowym, łamiącym prawa klasycznego tańca, poszukującym nowych technik tanecznej ekspresji. I choć jego przedstawienia noszą znamiona oryginalności, w zakresie wykorzystanych środków tchną świeżością, w kształcie zawsze eleganckie i precyzyjnie skonstruowane, nie wychodzą poza baletowy mainstream narodowych scen, które z założenia są bardziej zachowawcze. Jednak w spektaklu I przejdą deszcze... estetyczna ostrożność Pastora nie przeszkadzała. Podziw wzbudzały: klarowna forma układów choreograficznych, przekonująca i czytelna w zawartych emocjach plastyka ruchu, do tego współczesne kostiumy oraz szlachetnie zakomponowana przestrzeń z subtelną grą świateł (Bert Dalhuysen) i wspierającymi przekaz, a nienachalnymi projekcjami (Miguel Nieto).
   Aliści najbardziej fascynowała niebywała koherencja ruchu z muzyką. Oglądając kolejne z  obrazów przedstawienia, trudno było oprzeć się wrażeniu, że dźwięki muzyki Góreckiego były dla Pastora nie tylko inspiracją, lecz pretekstem. Partytura, jej uczuciowa zawartość, okazała się ożywczym punktem wyjścia. Tę przystawalność baletowej formy do dramaturgii dzieł kompozytora świetnie wyczuwali tancerze. Pod batutą Wojciecha Michniewskiego poruszali się swobodnie, bez cienia zawahania, wydobywając z ciał bogactwo emocji, w pełni angażując się w odmalowanie niesionych przez choreografię treści. Następujące po sobie formalne ogniwa kompozycji Góreckiego pozwoliły tancerzom posługiwać się charakterystycznymi dla odmiennych grup bohaterów gestami, z łatwością poruszać się w przypisanych brzmieniowym segmentom dzieła sekwencjach ruchów.
   Wiele scen baletu I przejdą deszcze... zapadnie w pamięć – chociażby ekspresyjny duet Dwojga Złowrogich (Adam Kozal i Egor Menshikov) w inicjalnym Czasie wspólnoty, poruszający pląs cierpiącej kobiety w Czasie lęków (fenomenalna Dominika Krysztoforska) przy dźwiękach nostalgicznej Quasi una fantasia, podkreślane energetycznymi ustępami Kleines Requiem... bitwy rozgrywane w obrazie Czas klęski, wdzięczny pas de caractére w rytmie żywiołowej polki czy zachwycający czułością pas de deux Pary Naszych (Aleksandra Liashenko i Paweł Koncewoj), zwieńczony smutnym pożegnaniem umierającej w płomieniach kochanki. Kulminacją przedstawienia było jednak solo Tchnienia […]. Zjawiskowy holenderski tancerz Rubi Pronk potrafi sposób bezapelacyjny zawładnąć sceną. Jego kontemplacyjny, odmierzany powolnymi ruchami taniec, w strugach oczyszczającego i odświeżającego deszczu, nie tylko podkreślił piękno ludzkiego ciała i siłę emocji, ale nadał spektaklowi sens, odkrył jego znaczenie. […]
   Nareszcie Polski Balet Narodowy otrzymał spektakl godny swojego statusu, skrojony na możliwości i ambicje konsekwentnie odzyskującego formę zespołu. O pożądanej na najważniejszej scenie w kraju tematyce, z muzyką jednego z najsłynniejszych kompozytorów XX wieku. Do tego pod każdym względem dobrze zrealizowany.

Daniel Cichy
[„Tygodnik Powszechny”, nr 14 / 2011] 


„Rzeczpospolita”:
Balet dokonuje rewolucji

   Najnowsza premiera Krzysztofa Pastora I przejdą deszcze..., którą w Warszawie zrealizował ze swoim Polskim Baletem Narodowym, to opowieść o nadziejach, lękach i klęskach. Złączone w sinusoidzie tworzą historię Polski ostatnich dziesięcioleci. Tytuł zaczerpnięty z wiersza poległego w powstaniu warszawskim Krzysztofa Kamila Baczyńskiego sugerowałby, że choreograf odwołuje się do pokolenia Kolumbów. Te sceniczne obrazy można jednak odczytać jako metaforę naszych dzisiejszych obaw i podziałów.
   Historia i polityka złączone z publicystyką na dobre zadomowiły się w teatrze dramatycznym. Czyżby teraz miały zawładnąć sztuką tańca? […] Do głosu dochodzi nowe pokolenie choreografów, które postanowiło pokazać prawdziwą wartość i możliwości tej sztuki. Ważny też okazał się powrót do Polski po latach Krzysztofa Pastora. Wokół niego zaczęła się gromadzić grupa choreografów (Robert Bondara czy Jacek Przybyłowicz, obecny szef zespołu baletowego Teatru Wielkiego w Poznaniu).
   Efekty już widać, powstają spektakle o sprawach ważnych dla współczesnego widza, choć to zadanie karkołomne. Taniec nie znosi bowiem dosłowności, jeśli realna rzeczywistość – historyczna lub aktualna – zaczyna dominować w widowisku, staje się ono zestawem żywych, intelektualnie pustych obrazów. Ta sztuka musi operować nastrojem, symbolem, poetyckim skrótem, a przede wszystkim odwoływać się do emocji, wyzwalać je zarówno w wykonawcach, jak i w widzach. [...]
  Krzysztof Pastor opanował ten styl perfekcyjnie. W jego widowisku nie ma właściwie zindywidualizowanych postaci, z rzadka ktoś wysuwa się na plan pierwszy. Bohaterem jesteśmy my jako zbiorowość i cienie z naszej przeszłości – na wpół realni tancerze w tiulowych płaszczach. Operując tłumem, choreograf tworzy sugestywne obrazy, zaludniając tłumem całą wielką scenę Opery Narodowej.
   W trwającym ponad 100 minut spektaklu pokazał, że klasyczna szlachetność ruchu nie zabija uczuć. Wizje Pastora pochłaniają widza, wręcz przytłaczają, zwłaszcza że wspiera je wspaniała muzyka Henryka Mikołaja Góreckiego. Dyrygent Wojciech Michniewski z orkiestrą i chórem Opery Narodowej każdej właściwie nucie przypisał emocjonalną wartość. Powolny tok narracji, powtarzalność motywów – tak charakterystyczne dla Góreckiego – nie pomagają choreografowi. Zdarzają się więc momenty, gdy dramaturgiczne napięcie opada, wtedy na pierwszym planie pozostaje muzyka.
   Choreograf potrafił jednak zamysł przeprowadzić klarownie do końca, piękny duet Aleksandry Liashenko i Pawła Koncewoja z obrazu Czas klęski przywrócił siłę jego choreografii. A wkrótce potem powstał najpiękniejszy obraz: w strugach deszczu odchodzi tajemnicza postać, która w trudnych momentach potrafiła tchnąć w nas życie i siłę (poetycko ulotny, rewelacyjny Rubi Pronk). [...]

Jacek Marczyński
[„Rzeczpospolita”, nr 73 / 2011]


„Polityka”:
Taniec o historii

   Pierwszy spektakl dyrektora Polskiego Baletu Narodowego, zrealizowany specjalnie dla tego zespołu (wcześniej warszawscy tancerze powtarzali jego zagraniczne choreografie), musiał być spektaklem o Polsce. [...] Nawiązania do naszej historii nie są dosłowne. Co ciekawe, w I przejdą deszcze... baletu nie postrzega się na pierwszym planie, lecz jako środek, który wraz z muzyką i innymi elementami inscenizacji służy do snucia opowieści. Mamy tu głównie taniec grup i tylko paru głównych protagonistów. Zapamiętujemy zwłaszcza parę Aleksandra Liashenko - Paweł Koncewoj, gdy tancerka odchodzi w ogień pojawiający się na zaimprowizowanym ekranie (przejmujący efekt) […]. Tytuł wzięty z wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego również znalazł egzemplifikację w postaci jednego z bohaterów obmywającego się w kurtynie wodnej. Takie dosłowności jednak nie rażą. Spektakl Pastora jest pięknym i wiele mówiącym obrazem.

Dorota Szwarcman
[„Polityka”, nr 16 / 2011]


„Twoja Muza”:
Piękny, głęboki i mądry

   Kiedy Krzysztof Pastor obejmował kierownictwo Polskiego Baletu Narodowego i przedstawiał plany repertuarowe, już wtedy zapowiadał stworzenie dla swojego zespołu nowej choreografii. Na realizację obietnicy trzeba było trochę poczekać. Najpierw Krzysztof Pastor zrealizował z warszawskimi tancerzami balety, które wcześniej miały swoje premiery na europejskich scenach.    Intensywna praca z zespołem przynosząca zauważalne efekty pozwoliła na stworzenie ważnego dla Opery Narodowej spektaklu I przejdą deszcze….
   Krzysztof Pastor jest artystą intensywnie odbierającym problemy współczesnego świata. Choć wiele lat spędził poza granicami kraju, to sprawy polskie zawsze były dla niego bliskie i ważne, a oddalenie dawało szersze spojrzenie na krajowe wydarzenia, na rodzime dramaty, kompleksy, fobie i emocje. W swojej twórczości zawsze podkreśla, że: „Język tańca jest środkiem do wypowiadania się w sprawach ważnych dla wspólnoty, a nie tylko do ilustrowania bajkowych czy romantycznych historii”. Dlatego uznał, że jego pierwszy balet tworzony dla Polskiego Baletu Narodowego musi dotyczyć naszej historii i naszych przeżyć, że musi budzić refleksje i skłaniać do przemyśleń. Tym bardziej, że obecna rzeczywistość stawia przed nami liczne pytania i dylematy.
   Polska historia zawsze żywo interesowała Krzysztofa Pastora. Odzyskanie niepodległości, II wojna, powstanie warszawskie i pierwsze lata po wyzwoleniu skłaniały do wielu przemyśleń, rodziły głębokie osobiste refleksje, niepozbawione bolesnego rozdarcia, niejednoznacznych spostrzeżeń, ale także dumy i podziwu. Aby jednak artystyczny zamysł przybrał właściwy sceniczny kształt Krzysztof Pastor szukał adekwatnej do jego wyobrażeń muzyki, w poezji zaś odnajdywał takież klimaty i wzruszenia.
   Tytuł dla swego baletu zaczerpnął z wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego Deszcze, bo utwór ten niesie w sobie refleksję o przemijaniu największych niepokojów i dramatów, skłania do uspokojenia i wyciszenia, poza tym sama postać poety zawsze była Pastorowi bliska i interesująca. Co do muzyki, wybór padł na Henryka Mikołaja Góreckiego. Krzysztof Pastor nie po raz pierwszy tworzy choreografię do jego kompozycji. […]
   Nieczęsto widzimy takie wręcz idealne zespolenie muzyki z ruchem. Szczerość, prostota i głębia przeżyć charakteryzująca kompozycje Henryka Mikołaja Góreckiego znajdują całkowite odbicie w przepojonej, powagą i intensywnymi emocjami choreografii Krzysztofa Pastora. Twórca baletu operuje głównie zespołem, tylko niekiedy kontrastując zbiorowość z solistycznymi układami. Historyczne odniesienia są czytelne, ale nie ma w nich ani odrobiny dosłowności. Sceniczna akcja odwołuje się do życiowych doświadczeń, intelektu i wrażliwości widza, budzi emocje i skłania do refleksji.
   Niezwykle cenne jest to, że balet Krzysztofa Pastora nie stał się „tańczoną publicystyką”, ale pozostaje artystyczną wypowiedzią i mimo wyraźnych polskich akcentów zachowuje znaczną uniwersalność. To spektakl piękny, głęboki i mądry z ciekawymi, kompozycjami choreograficznymi, wyraziście przekazującymi intencje twórcy, wykorzystującymi bogate możliwości ciał tancerzy, z zachowaniem szlachetności i urody ruchu i gestu.
   Nowy balet Krzysztofa Pastora jest przejmujący i pozostawia głębokie wrażenie, a niektóre sceny można zaliczyć do tych, które zajmą trwałe miejsce w pamięci baletomanów – mam na myśli poruszający duet Aleksandry Liashenko i Pawła Koncewoja z obrazu Czas klęski, zakończony zniknięciem dziewczyny w płomieniach – pieca… pożarów wojny….zagłady… No i najpiękniejszy bodaj obraz odchodzącego w strugach oczyszczającego deszczu, ulotnego, niezwykłego Ducha – Idei, Wolności, Trwania?, który w najtrudniejszych chwilach pobudzał ludzi, dodawał im sił i wspomagał. W tajemniczą postać wcielił się Rubi Pronk (znany naszej publiczności z Kurta Weila), tancerz o niezwykłych możliwościach, zachwycający płynnością ruchów, siłą wyrazu, wnoszący poezję i nieuchwytną tajemniczość. Na uznanie zasługują wszyscy występujący tancerze, ponieważ daje się już zauważyć, że z odtwórców przedstawień stają się powoli także ich twórcami, że zaczynają tworzyć autentyczny zespół narodowego baletu. Nie ulega wątpliwości, że to widoczny efekt usilnej pracy i osobowości dyrektora.

Renata Popkowicz-Tajchert
[„Twoja Muza”, nr 3 / 2011]


„Przegląd”:
Taniec w deszczu

   Premiera baletu I przejdą deszcze... do muzyki Henryka Mikołaja Góreckiego to bardzo wypracowana i subtelnie skomponowana konstrukcja artystyczna. Krzysztof Pastor podzielił widowisko na części różniące się nastrojem i opisujące jego, ale także nasz stosunek do polskiej historii i teraźniejszości w ujęciu religijnym, polemicznym, tragicznym i patetycznym. Trafnie zasugerował ciągłe przeplatanie się pierwiastka duchowego z fizycznym, wykreował też symboliczne postacie Tchnienia, Dwóch Złowrogich, Naszych Silnych, Naszych Innych, Pary Naszych itd. Choć balet jest afabularny, nie opowiada konkretnej historii, zawiera bardzo silny ładunek emocji, które urastają do fantastycznych rozmiarów dzięki wspaniałym popisom solowym. Absolutną rewelacją byli Rubi Pronk i Jacek Tyski. Taniec w deszczu tego pierwszego przejdzie do historii warszawskiej sceny, ten drugi zaś w solowych etiudach stworzył wrażenie niemal cielesnego bólu i przygnębienia. Doskonałą technikę i twórczy wyraz zaprezentowali też Maksim Woitiul i Aleksandra Liashenko. Balet Krzysztofa Pastora wpisuje się w aktualną debatę o Polsce i Polakach.

Bronisław Tumiłowicz
[„Przegląd”,  nr 15 / 2011]


„Nasz Dziennik”:
Nasycony polskością...

   Autorski balet Krzysztofa Pastora I przejdą deszcze z przepiękną, głęboką muzyką, której fragmenty mają formę wręcz artystycznej modlitwy. Autor muzyki, najwybitniejszy współczesny polski kompozytor, Henryk Mikołaj Górecki zmarł krótko przed premierą. Balet Krzysztofa Pastora poprzez delikatną, poetycką metaforę ukazuje dramatyczne losy Polski walczącej ze zniewoleniem na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Katalog wartości, na których opiera się ten balet, harmonijnie łączy się z muzyką, w której znajdujemy zarówno odniesienia religijne, jak i elementy wywodzące się z polskiej tradycji.
   To ważny, znakomity artystycznie, bardzo piękny, poetycki spektakl nasycony polskością, z przesłaniem utrzymanym w duchu chrześcijańskim. A więc takim, w którym zakorzenione są kultura i cała cywilizacja europejska. To jest właśnie nasz wspólny fundament, łącznik. Jakże istotne, by dziś o tym przypominać. […]

Temida Stankiewicz-Podhorecka
[„Nasz Dziennik”,  nr 163 /2011]


„Magiel”:
Nim przejdą deszcze...

   Chcąc określić balet I przejdą deszcze... stworzony przez Krzysztofa Pastora, na myśl nasuwa mi się tylko jedna rzecz – magia w czystej postaci. Siedząc wbita w fotel, miałam okazję zanurzyć się w liryczną opowieść, snutą przy dźwiękach muzyki Henryka Mikołaja Góreckiego, która opowiedziana została nie słowami, lecz gestem, mimiką i każdym perfekcyjnie wykonanym chassé. To właśnie na kanwie utworów Góreckiego powstał spektakl, w którym emocje są narratorami opowieści o historii Polski i Polaków sprzed ponad półwiecza.
   Balet I przejdą deszcze... ma dziwną moc oddziaływania na widza – nie pozwala oderwać oczu od sceny do tego stopnia, że pragnienie, aby nie utracić ani sekundy z widowiska, trzeba okupić zaczerwienieniem spojówek od uporczywych prób niezamykania powiek. Zupełnie inny wymiar, w który przenosi ten balet, jest tworzony przede wszystkim przez solistów takich jak Rubi Pronk. Tancerz ten uwodzi każdym ruchem pokazując, że niemożliwe nie istnieje. To właśnie jego występ solowy w strugach deszczu stanowi punkt kulminacyjny całego widowiska i doskonale współgra z fragmentem wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, z którego został zaczerpnięty tytuł spektaklu: „Deszcz jest jak litość – wszystko zetrze: / i krew z bojowisk, i człowieka, / i skamieniałe z trwóg powietrze”. Ten właśnie deszcz metaforycznie zamyka pewną kartę w historii Polski, będąc jednocześnie zapowiedzią zmycia dotychczasowych łez i trudów oraz dając nadzieję na odrodzenie. [...]

Aleksandra Traczyk
[„Magiel”, Niezależny miesięcznik studentów SGH, nr 124 / 2011]