„Rzeczpospolita”:
Debiuty na piątkę
Krzysztof Pastor, który kilka miesięcy temu objął dyrekcję zespołu baletowego Opery Narodowej, energicznie zabrał się do realizacji swoich zamierzeń. Obiecywał, że zaprosi młodych choreografów, i oto w środę pierwsza przygotowana przez nich premiera.
Wieczór „Creations” będzie miał pięcioro bohaterów. Jedynaczką w tym gronie jest Natalia Maria Wojciechowska. W 1999 roku dzięki udziałowi w międzynarodowym konkursie Prix de Lausanne otrzymała stypendium do Hamburga, a potem angaż do tamtejszego Baletu Johna Neumeiera. Pięć lat temu wróciła do zespołu Opery Narodowej. Teraz debiutuje tu jako choreografka baletem „Anioły”. Debiutantami w Operze są również Robert Bondara i Eduard Bablidze. Pierwszy z nich w wieczorze „Creations” pokaże dwie prace „When You End and I Begin” oraz „Butterflies in the Stomach"” drugi - balet „Abrazo”.
Dwóch pozostałych artystów to Jacek Tyski, który tańczył w słynnych zespołach Johna Neumeiera i Nacho Duato (zobaczymy jego balet „Donna”) oraz Karol Urbański. Urbański realizował już kilka prac w Operze Narodowej, teraz czeka nas premiera „W prześwicie”.
Jacek Marczyński
[„Rzeczpospolita”, nr 142, 19 czerwca 2009]
„Gazeta Wyborcza / Stołeczna”:
Połów diamentów
Tancerze zaprojektowali kostiumy, scenografię, zajęli się produkcją spektakli - pierwszy warsztat choreograficzny w Teatrze Wielkim pokazuje artystów w nowych rolach, im samym wskazuje nowe drogi kariery.
Kiedy wchodzę na próbę „Creations” w Teatrze Wielkim, materiały prasowe wręcza mi pierwsza solistka baletu Marta Fiedler. Do sali zaprasza Izabela Milewska, także pierwsza solistka. Tym razem występują w roli organizatorek wydarzenia. Projekt „Creations” to pomysł Krzysztofa Pastora, nowego dyrektora Polskiego Baletu Narodowego. Przywiózł go z Het Nationale Ballet - sceny, na której przez wiele lat występował, a teraz jest tam choreografem rezydentem. „Creations” to tzw. warsztat choreograficzny, który w całości przygotowują wyłącznie tancerze. Poza występowaniem, opracowują kostiumy, scenografię, zajmują się stroną produkcyjną i układają choreografie. Krzysztof Pastor twierdzi, że takie cykliczne warsztaty to najlepszy sposób na wyławianie nowych talentów choreograficznych, ale także sposób, by pomóc tancerzom odnaleźć się zawodowo po zakończeniu pracy na scenie.
- W wieku 40 lat ludzie stają przed największymi wyzwaniami zawodowymi, a tancerze kończą wtedy karierę. Chcemy, żeby wcześniej, już w trakcie pracy w teatrze, mogli spróbować swoich sił w innych dziedzinach. Dzięki temu łatwiej będzie im znaleźć nowy pomysł na życie - mówi Grzegorz Chełmecki, zastępca dyrektora naczelnego Teatru Wielkiego.
Ten pomysł spotkał się z dużym entuzjazmem wśród artystów. - Taniec to taka sztuka, której nie da się tworzyć do szuflady. Żeby próbować zostać choreografem, trzeba wystawiać na scenie - mówi Karol Urbański, tancerz baletu, który tym razem pracował jako choreograf.
- Kiedyś chciałam zostać projektantką mody, teraz myślę o kostiumach do spektakli baletowych. Jako tancerka wiem, że artysta przede wszystkim musi mieć swobodę ruchów, doświadczenie pracy na scenie pomaga w wymyślaniu strojów, w których tancerze dobrze się czują - mówi Marta Fiedler, która opracowała część kostiumów do przedstawień pokazywanych podczas wieczoru „Creations”.
Baletów jest sześć. Przygotowało je pięciu tancerzy Polskiego Baletu Narodowego. Większość z nich dotyka tematu miłości. Natalia Maria Wojciechowska w „Aniołach” opowie o niewinnym uczuciu, a Robert Bondara, który ułożył dwa balety - „Butterflies in the Stomach” i „When You End and I Begin" - m.in. o rozstaniach, które wywierają piętno na długi czas. W spektaklu zobaczymy taniec klasyczny („W prześwicie” Karola Urbańskiego), ale także elementy tańca współczesnego („Donna” Jacka Tyskiego) czy tanga („Abraz”" Eduarda Bablidze).
Izabela Szymańska
[„Gazeta Wyborcza / Stołeczna”, nr 147, 25 czerwca 2009]
„Rzeczpospolita”:
Obiecujący taniec debiutantów
Polski Balet Narodowy. Pierwsza premiera, choć skromna, pokazuje jednak, że rodzi się zespół, jakiego dotąd nie było.
Na zakończenie sezonu Opera Narodowa zaprosiła widzów na „Creations”. Składankowy spektakl miał podtytuł: „warsztat choreograficzny”, sugerujący, że oglądamy coś, co jest raczej próbą, ćwiczeniem, a nie w pełni artystycznym widowiskiem. A jednak takiego przedsięwzięcia nie oglądaliśmy od wielu lat.
Krzysztof Pastor, który dwa miesiące temu został szefem Polskiego Baletu Narodowego utworzonego z zespołu baletowego warszawskiej Opery, zapowiedział, że chce dać szansę młodym choreografom. Podobne deklaracje składali przed nim inni dyrektorzy, on jako pierwszy zamiar ten zaczął realizować. W następnym sezonie ma się bowiem odbyć premiera „Creations 2”.
W podobny sposób działają wszystkie zespoły liczące się w świecie. Ważne premiery przygotowują tam wybitni twórcy, dla debiutantów są spektakle warsztatowe. Kto się sprawdzi, zyskuje możliwość zrealizowania całego własnego przedstawienia. Ta zasada nie obowiązuje jednak w naszym kraju (z wyjątkiem Polskiego Teatru Tańca). Nic dziwnego, że rodzima choreografia od dawna znajduje się w stanie głębokiego kryzysu, a młodym artystom pozostawało tworzenie własnych półamatorskich grup.
Warszawskie „Creations” pozwalają mieć nadzieję, że ta sytuacja wreszcie się zmieni. Ta premiera była przełomowa także z innego względu. W całości przygotowali ją sami tancerze, z których tylko niektórzy pojawili się na scenie. Pozostali wzięli na siebie (społecznie) wszystkie prace techniczne i organizacyjne, łącznie z projektami plakatu czy kostiumów.
W ten sposób dawny balet Opery Narodowej, będący zbiorem ludzi zatrudnionych na etacie, staje się prawdziwym zespołem artystów złączonych wspólną ideą. A to w sztuce tańca jest nie mniej ważne od indywidualnych umiejętności prezentowanych podczas występu.
Pierwszy warsztat Polskiego Baletu Narodowego dał szansę piątce choreografów. Eduard Bablidze i Karol Urbański przygotowali skromne kompozycje dla dwojga wykonawców, Natalia Maria Wojciechowska spróbowała połączyć baletową klasykę z tańcem współczesnym. Zabłysnął talent Jacka Tyskiego, jego "Donna" miała efektowne momenty wypełnione ekspresyjnym ruchem. On jednak nie jest debiutantem w tym fachu.
Objawieniem „Creations” okazał się natomiast Robert Bondara, którego największym dotąd sukcesem była nagroda na Ogólnopolskim Konkursie Choreograficznym w 2008 r. W „When You End and I Begin” z muzyką Pawła Szymańskiego zaprezentował się jako oryginalny i poszukujący twórca.
Bondara uniknął błędu, jaki często przydarza się młodym choreografom, którzy tworząc atrakcyjne poszczególne obrazy, nie potrafią ułożyć z nich spójnej całości. Ten balet zaś z powodzeniem mógłby znaleźć się w repertuarze Opery Narodowej.
Jacek Marczyński
[„Rzeczpospolita”, nr 150, 29 czerwca 2009]
„Nasz Dziennik”:
Uczucia tańcem opowiedziane
Premiera baletowa „Creations”, pokazana na zakończenie sezonu w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej, to przedsięwzięcie zrealizowane siłami samych tancerzy Opery, począwszy od strony stricte organizacyjnej, przez choreograficzną, po wykonawców. Spektakl jest wynikiem wprowadzonego przez Krzysztofa Pastora, dyrektora baletu w Operze Narodowej, projektu, który obejmuje doroczne warsztaty choreograficzne.
Według Krzysztofa Pastora, idea tzw. workshopów, czyli warsztatów choreograficznych, ma stworzyć tancerzom szansę debiutów w dziedzinie choreografii - tak, by w przyszłości po zakończeniu własnej kariery baletowej mogli nadal spełniać się artystycznie już w innej formie.
Na wieczór baletowy „Creations” złożyło się sześć autonomicznych części. Można powiedzieć: minispektakli. Układ choreograficzny do każdej części przygotował ktoś inny. Eduard Bablidze jest autorem choreografii do „Abrazo”, Natalia Maria Wojciechowska do „Aniołów”, Karol Urbański do części, którą nazwał „W prześwicie”, Jacek Tyski zaś swoją pracę zatytułował „Donna”. Wyjątkiem jest Robert Bondara, który ułożył choreografię do dwóch części „Butterflies in the Stomach" (interesujący układ, świetnie oddany przez parę tancerzy: Dagmarę Dryl i Maksima Wojtiula) oraz do „When You End and I Begin...”.
Mimo, że każda część wnosi inne spojrzenie na sztukę tańca, nierzadko prezentuje odmienną technikę baletową i posługuje się w kilku przypadkach innymi środkami wyrazu, to wszystkie te prace łączy w zasadzie jedno: mówią o uczuciach, o miłości, o rozstaniach, powrotach, zazdrości i bólu porzucenia. W niektórych częściach narracja układa się w wątek anegdotyczny, dramatyczny, w innych zaś jest tylko plan choreograficzny. W tej rozmaitości koncepcji generalnie rysują się dwa nurty: jeden czerpie z klasyki i w tym kierunku podąża (co widać zarówno w estetyce ruchu, technice tańca, jak i podjętym temacie), drugi nastawiony jest na taniec współczesny i stosownie po temu korzysta z „nowej” estetyki środków wyrazu. Tutaj miejsce anegdotycznej narracji zajmuje wyłącznie plan choreograficzny, nastawiony na ukazanie nowego (w pewnym sensie) języka baletu, a nie na opowiedzenie jakiegoś tematu.
W krótkich sekwencjach, impresjach niełatwo zbudować portret uczuciowy postaci i to tak, aby był w pełni czytelny dla widza. Pod tym względem najbardziej podobała mi się praca Eduarda Bablidze „Abrazo”, w dobrym wykonaniu samego autora choreografii Eduarda Bablidze i Any Kipshidze. Ładnie i czysto wytańczony temat, bez niepotrzebnych zawijasów tzw. nowoczesności czy ponowoczesności, która dziś już nagminnie zdominowała balety, teatry tańca. Układ Bablidze technicznie i stylistycznie opiera się na klasyce. Delikatność i płynność ruchu nadaje tej bardzo ładnej impresji otoczkę poezji. Mam tylko pytanie do twórców tego przedsięwzięcia: dlaczego nie nazwano całej tej, pożytecznej przecież akcji oraz niektórych prac w języku polskim?
Temida Stankiewicz-Podhorecka
[„Nasz Dziennik”, nr 182, 5 sierpnia 2009]