Polski Balet Narodowy


„shophisti.pl”:

„Tristan” – balet Krzysztofa Pastora


   Balet „Tristan” wprowadza nas w średniowieczną historię miłosną, w której ścierają się dwie siły, śmierci i miłości, Thanatosa i Erosa. Libretto, napisane przez Krzysztofa Pastora i Carela Alphenaara, oparte jest na powieści J. Bédiera. W warstwie muzycznej wykorzystano orkiestrową aranżację „Tristana i Izoldy” Ryszarda Wagnera autorstwa Henka de Vlieger oraz pięć pieśni z cyklu „Wesendonk Lieder”, także autorstwa Wagnera.
   Krzysztof Pastor stworzył choreografię opartą na klasycznym balecie, wkomponowując w nią elementy tańca współczesnego. Jego autorska wizja baletowa wydobywa ze znanej opowieści o nieszczęśliwych kochankach motyw zakazanej miłości, gry uczuć i przeznaczenia, które każe im zamiast trucizny wypić eliksir miłosny. Dramatyczne próby spełnienia tak zrodzonego uczucia, miłosnej obsesji, pociągają za sobą kolejne zdarzenia, intrygi, walki i konflikty wewnętrzne. W „Tristanie” jawa miesza się z półsnem, świat realny ze światem duchów.
   Choreografia Pastora w połączeniu z intensywną i sugestywną muzyką Wagnera koncentruje percepcję, pozwala widzowi skupić się na onirycznych czy niejednokrotnie wizyjnych meandrach opowieści. Choreograf podkreśla znaczenie muzyki Wagnera - według Pastora budzi ona efekt ciągłej fali, a w swojej potężnej sugestywności działa jak tsunami. Wywołane w ten sposób u widza wrażenie zaniku czasu, poczucie nieskończoności, działać może jak efekt transu słuchowo-wzrokowego. W warstwie wizualnej odpowiadają mu wysublimowane figury taneczne wraz z dynamicznymi układami, przyśpieszonymi akcjami lub znieruchomieniami.
   Taneczne sceny „Tristana” intrygują, pozostawiając widzowi miejsce na własną interpretację zdarzeń i relacji między bohaterami. Rozgrywająca się między Tristanem a Izoldą miłosna gra odpychania i przyciągania drażni i dotyka widza, każąc mu utożsamić się z kochankami. Klasyczny styl baletu łączy się tu ze współczesnym rysunkiem i mechaniką ciała. Dzieło Krzysztofa Pastora jest przepełnione kontrolowaną i wybuchową agresją, niemocą i wolą życia, rytmem miłości i śmierci. Subtelnie analizuje intymne relacje – zbliżania się i oddalania, przesady i braku, nadmiaru i zaniku.
   W planie psychologicznym „Tristan” powraca do pytań podstawowych: dlaczego kochankowie muszą umrzeć, aby miłość mogła przetrwać? Jakie są granice przyjaźni, miłości i pożądania? W kolejnych sekwencjach choreograficznych swojego baletu Pastor próbuje udzielić odpowiedzi na te pytania. Znaczenia nabiera tu dotyk, ruch, przestrzeń oraz zmysłowy język ciała. To elementy, które bezpośrednio, poza słowami, ukazują ukryte znaczenia związków miłosnych i upadek dotyczących ich iluzji.
   „Tristan” to obraz mężczyzny trwale owładniętego erotyczną melancholią, którego miłosna pasja zamienia się w ekscytację śmiercią i grę w znikanie. Powracają sceny inicjujące spotkanie kochanków. Z ich spojrzeń i dotyków wyłania się niezwykła artystyczna wizja życia.

NS
[„sophisti.pl”, 29 marca 2009]


„Rzeczpospolita”:

Piękne namiętności


    „Tristan" w Operze Narodowej. Optymiści dostrzegą, że warszawski balet przeszedł cudowną odmianę, pesymiści stwierdzą, że wiele pozostało do zrobienia.

   Zmiana na lepsze jest bezsprzecznie widoczna, choćby w porównaniu z ubiegłorocznym „Panem Twardowskim”, którym poprzednia dyrekcja sprowadziła tancerzy Opery Narodowej do poziomu amatorskiego zespołu. „Tristana”można pokazywać w Europie, bo okazało się, że mamy własnego, wysokiej klasy choreografa. Nazywa się Krzysztof Pastor.
   Do tej pory był bardziej znany poza krajem, a długoletnia praca za granicą ukształtowała jego choreograficzny styl. Widać wpływy znakomitych szefów holenderskich zespołów - Hansa van Manena i Jiřiego Kyliána, bo Pastor tak jak oni potrafi ukazać piękno ludzkiego ciała. Wzorem dla niego jest bez wątpienia mistrz XX-wiecznej klasyki George Balanchine z jego dążeniem do perfekcji w rysunku baletowych scen. Tyle tylko, że u Amerykanina eleganckie gesty były pozbawione emocji. Pastor stara się zaś poprzez nie przekazać uczucia.
   Bohaterem spektaklu uczynił Tristana, w którego dzieje wpisana jest jedna z najpiękniejszych historii miłosnych. Uczucie, jakie połączyło go z Izoldą, nigdy wszakże nie zostało spełnione, bo ona poślubiła króla Marka, a Tristan jako wierny rycerz nie mógł zdradzić monarchy. Tragiczna miłość musiała doprowadzić do śmierci, kochankowie nie mogli żyć bez siebie, a wspólny los nie był im dany.
   Krzysztof Pastor pokazuje jednak całe życie Tristana, od narodzin aż do okrutnego finału. Pierwsza scena z udziałem jego rodziców pełna jest poetyckiej ulotności. Taką baletową szlachetność potrafią osiągnąć tylko najlepsi choreografowie, a Dominika Krysztoforska (matka Tristana) i Siergiej Basałajew (ojciec) doskonale oddali zamysł choreografa.
   Później napięcie wyraźnie opada, gdyż „Tristan” staje się ciągiem obrazków o dorastaniu bohatera. Narracyjny charakter tych scen rozmija się z klimatem muzyki Richarda Wagnera, którą wybrał choreograf. Namiętności zniknęły z tańca oraz z gry orkiestry, która nie umie ich odnaleźć we fragmentach Tristanowskiego dramatu tego kompozytora. Na dodatek miłosne „Pieśni Matyldy Wesendonk” Wagnera Anna Lubańska śpiewa bez najmniejszych emocji.
   Dopiero pojawienie się Izoldy przywraca odpowiednią temperaturę, zwłaszcza że dyrygent Tadeusz Kozłowski bardziej zdyscyplinował muzyków. A tematem kolejnych scen staje się to, co Krzysztofa Pastora interesuje najbardziej - różne odcienie namiętności. Ulegając im, umiemy się niekiedy zachować szlachetnie jak Tristan i Izolda, ale ujawniają one ciemne strony naszych dusz, o czym przypomina Ozylda, kusząca swym wdziękiem tytułowego bohatera.
   Kiedy w pamięci widza pozostanie najdoskonalsza choreograficznie finałowa scena śmierci, będzie on zapewne dobrze wspominał „Tristana”. Spektakl, momentami urzekający, choć niepozbawiony dramaturgicznych pęknięć, można zaś traktować jako zapowiedź odrodzenia zespołu Opery Narodowej. Nie tylko dlatego, że Krzysztof Pastor został jego szefem. Już widać efekty jego pracy: niemal wszyscy soliści odkryli w sobie nowe pokłady energii.
   Dawno nie oglądaliśmy tak ekspresyjnie tańczącej Izabeli Milewskiej (Izolda), wyrazistego w ruchach Wojciecha Ślęzaka (król Marek), potwierdziła talent najmłodsza w tym gronie Marta Fiedler (Ozylda). Zaproszony gościnnie liryczny Jan-Erik Wikström (solista Królewskiego Baletu Szwedzkiego) w roli Tristana nie okazał się więc jedyną indywidualnością - miał równorzędnych partnerów. Choreograficzną subtelność scen zbiorowych mąciła niekiedy zbyt mała precyzja zespołu, ale nie czuło się - tak jak w nieszczęsnym „Panu Twardowskim” - by ktokolwiek z tancerzy wyszedł na scenę z poczuciem przykrego obowiązku.

Jacek Marczyński
[„Rzeczpospolita, nr 78, 2 kwietnia 2009]


„Leipziger Volkszeitung”:

Przełom w balecie warszawskim


Nowy szef, Krzysztof Pastor, przedstawia się publiczności „Tristanem”

   Entuzjazm dla najnowszej premiery baletowej w warszawskim Teatrze Wielkim z salą na 2.000 miejsc jest jednogłośny. Przed pełną widownią tutejszy nowy dyrektor baletu zaprezentował swoją choreografię pod tytułem „Tristan” do muzyki Richarda Wagnera; dwuaktowe dzieło zbudował Pastor jednak przede wszystkim na motywach romansu „Tristan et Iseult” z 1900 roku, autorstwa Francuza Josepha Bédiera.
   Krzysztof Pastor jako choreograf zjeździł cały świat. Wykształcony w Polsce, po pierwszych angażach w kraju, został solistą w Lyonie. Szybko zwrócił na siebie uwagę autorskimi pracami; tworzył choreografie dla renomowanego Het Nationale Ballet w Amsterdamie po okiem Hansa van Manena, którego został następcą. Pracując w Warszawie, pozostanie związany z Amsterdamem. Tworzył też m.in. z moskiewskim baletem Teatru Bolszoj, zespołem w Tel Awiwie oraz Królewskim Baletem Szwedzkim w Sztokholmie. To tam zresztą powstała pierwsza wersja jego „Tristana”, wpisującego się jako kolejna pozycja w ciąg ponad dwudziestu choreografii o tej tematyce, tworzonych wcześniej przez takich artystów, jak: Léonide Massine i Frederick Asthon, Tatjana Gsovsky i Maurice Béjart, John Cranko, Glen Tetley i John Neumeier, także do muzyki Hansa-Wernera Henze. Susanne Linke stworzyła szczególną wersję baletu dla Nederlands Dans Theater, ujmując tytuł w klamry znaków zapytania: „?Tristan and Isolde?”.
   Do „Tristana” Pastora, którego prapremiera miała miejsce w Sztokholmie w 2006 roku, Henk de Vlieger przygotował muzykę z wagnerowskiego dzieła scenicznego. Zestawił fragmenty ze wstępu, nocnego duetu miłosnego, smutnej pieśni pasterza z trzeciego obrazu oraz różne warianty tęsknego motywu śmierci miłosnej w wersji orkiestrowej. Poszczególne etapy akcji zostały w szczególny sposób naznaczone poprzez wprowadzenie pięciu pieśni do wierszy Mathilde Wesendonk - bliskich tematyce i melodyce „tristanowskiej”. Balet, wyrosły z inspiracji głębokich tonacji obrazów dźwiękowych Wagnera, staje się w ten sposób jakby senną wizją, wypełnioną sekwencjami z życia i umierania rycerza Tristana, opowieścią o Izoldzie, która pielęgnuje rannego, o fatalnej pomyłce z napojem miłosnym, która dwoje niewinnych popycha ku śmierci. Dzień i noc, rzeczywistość i sen przenikają się wzajemnie. Rodzice Tristana, Blancheflor i Riwalen, występują pod postaciami białych aniołów, siły natury otrzymują postaci tancerzy, a także np. dworzanie, rycerze czy kupcy. Dla wagnerystów rzecz to na pewno nie do zaakceptowania, dla warszawskich miłośników baletu – jak najbardziej. Pojedyncze buczenia dla dyrygenta Tadeusza Kozłowskiego były reakcją na jego mało twórcze przekazanie muzyki, będące jedynym mankamentem tego wieczoru.
   Warszawski zespół zaprezentował bardzo dobrą dyspozycję wobec ogromnych wymagań, jakie postawiła przed nim choreografia nowego szefa w indywidualnym, neoklasycznym stylu. Tu liczy się w równym stopniu frapująca wirtuozeria skoków i obrotów, jak i eleganckie prowadzenie linii, czy też pewna archaizacja gestów. Krzysztof Pastor z wyczuciem organizuje przestrzeń na potężnych rozmiarów scenie warszawskiej; na śpiew znakomitej sopranistki Agnieszki Rehlis nakłada korespondujący z nim ruch tancerzy, a na brzmienie orkiestry – śpiew ciał w ruchu. Do kulminacji wieczoru zaliczyć należy bez wątpienia duety Tristana i Izoldy, wymowne i wciąż oszałamiające różnorodnością oblicza nieszczęścia, sprawnie poprowadzone narracyjnie przez choreografa i dalekie od stereotypów pantomimy baletowej. Entuzjastycznie przyjmowany jest finałowy duet: śmierć miłosna, który już wcześniej stał się numerem popisowym gwiazd: Svetlany Zakharovej i Andrieja Merkurieva. W Warszawie niekłamany zachwyt widowni wzbudzili w tym duecie: prapremierowy szwedzki Tristan – Jan-Erik Wikström i polska primabalerina Izabela Milewska.
   Teraz rzecz jest w tym, by wykorzystać szansę. Nowy dyrektor baletu ma szerokie plany, ilość spektakli baletowych w sezonie chce podnieść z ok. 40 do 80. Pragnie zaznaczyć obecność zespołu w mieście, stworzyć ofertę propozycji artystycznych i warsztatów, która będzie atrakcyjna dla młodej publiczności. Na następny sezon zapowiedział wieczór Kurta Weilla, który – podobnie jak planowana na 2010 rok jego choreografia „In Light and Shadow” do muzyki Johanna Sebastiana Bacha – będzie w Warszawie pewnym novum. W planach jest już następny balet fabularny, mówi się o roku 2011; zapowiadana jest także choreografia do muzyki Chopina.

Boris Michael Gruhl
[„Leipziger Volkszeitung”, 2 kwietnia 2009 oraz „Tanznetz.de - Das Tanzportal im Internet”]


„Gala”:

Pełen aplauz


   Długo czekałam na taką premierę. „Tristan” jest wyjątkowy pod kilkoma względami. Świetna była pierwsza choreografia Krzysztofa Pastora. W rolach głównych wystąpili Izabela Milewska, która w jednym z wywiadów wyznała, że na tę rolę czekała 14 lat, oraz Jan-Erik Wikström, główny tancerz Szwedzkiego Baletu Królewskiego. Podczas niemal akrobatycznych figur solistów słychać było świst powietrza. Muzyka spod batuty Tadeusza Kozłowskiego płynęła wyjątkowo miękko i lekko. Piękną i minimalistyczną scenografię zaprojektowała Katarzyna Nesteruk, żałuję, że dla widzów z balkonów była momentami niewidoczna. Obecność tłumu gwiazd, które zdecydowały się niedzielny wieczór poświęcić nieśmiertelnemu uczuciu Tristana i Izoldy, potwierdza, że było to wielkie wydarzenie kulturalne. Dodatkowy rozgłos sztuce przyniósł Maciej Zień, który zaprojektował kostiumy. (...) Publiczność była zachwycona, kurtyna opadała i podnosiła się co najmniej pięciokrotnie. Raz po raz słychać było gromkie: "brawooo!". I ja też piszę: brawo!

Magdalena Łyczko
[„Gala”' nr 15, 6 kwietnia 2009]


„www.kulturaonline.pl”:

Urzekający Tristan


   Balet od kilku sezonów nie był najmocniejszą stroną Teatru Wielkiego, ale wraz z odejściem dyrektora Janusza Pietkiewicza i objęciem stanowiska przez Mariusza Trelińskiego pojawiła się szansa na restaurację tej gałęzi sztuki. Dlatego też melomani oraz krytycy wiążą wielkie nadzieje z Krzysztofem Pastorem, mianowanym na stanowisko dyrektora Baletu Opery Narodowej. Pastor, który z sukcesami pracował jako choreograf-rezydent w Holenderskim Balecie Narodowym, przyjął propozycję Waldemara Dąbrowskiego i w Warszawie będzie formował Polski Balet Narodowy. Jednostka ma pozostać w strukturach Teatru Wielkiego, ale przy zachowaniu pełnej swobody artystycznej. Oznacza to, że Krzysztof Pastor będzie mógł bez ograniczeń realizować swoją wizję artystyczną. Jej zarys można było zobaczyć już na premierowej inscenizacji Pastora.
   W „Tristanie” (do którego muzykę Pastor zaczerpnął z dwóch dzieł Wagnera: „Tristana i Izoldy” oraz „Wesendonk Lieder”) zaakcentował przede wszystkim postać głównego bohatera. Tristan na oczach widzów mieni się różnymi cechami: raz jest zakochanym młodzieńcem, a raz wodzonym na pokuszenie mężczyzną. To duża sztuka, gestem i ciałem oddać tak skrajne stany, a jednak Jan-Erik Wikström w pełni podołał zadaniu. Podobnie zresztą jak urzekająca Izabela Milewska w roli Izoldy. Między tancerzami czuć chemię, może dlatego już od pierwszej sceny tak trudno oderwać od nich wzrok. Najwspanialsza jednak okazuje się finałowa scena śmierci, zachwycająca precyzyjną choreografią oraz adekwatną pracą świateł.
   Nową jakość w „Tristanie” widać także na poziomie inscenizacji. Nowoczesna scenografia czy przenikliwe zimne światło podkreślają samotność kochanków, a minimalistyczne kostiumy autorstwa Macieja Zienia nadają opowieści o nieszczęśliwej miłości wymiar uniwersalny. Szkoda tylko, że wizja Pastora nie do końca pokrywa się z oprawą muzyczną. Dyrygent Tadeusz Kozłowski w lirycznych fragmentach „Tristana i Izoldy” oraz z „Wesendonk Lieder” jest bardziej wagnerowski niż sam Wagner, a w partiach solowych głos Anny Lubańskiej pozostawia słuchacza zupełnie obojętnym. Mimo wszystko debiut Krzysztofa Pastora na deskach Teatru Wielkiego pozwala wierzyć, iż warszawska scena czas marazmu ma już za sobą i że w polskim balecie tkwi wielki potencjał”.

Marta Nadzieja
[www.kulturaonline.pl, 6 kwietnia 2009]


„Polityka”:

Wariacje na temat Tristana


   Dawno nie widziało się na scenie Opery Narodowej spektaklu baletowego o takiej klasie, tak estetycznego, subtelnego i po prostu dobrze zatańczonego. Krzysztof Pastor, nowy szef zespołu baletowego, na inaugurację swojej działalności przeniósł na naszą scenę realizację, którą zaprojektował dwa lata temu dla Sztokholmu. Warszawska wersja jednak ma inną dekorację i kostiumy. „Tristan” zmontowany został z fragmentów opery Richarda Wagnera „Tristan i Izolda”, pieśni Wagnera do słów Matyldy Wesendonck (z którą łączył kompozytora romans właśnie wówczas, gdy pisał ową operę) oraz łączników, zręcznie dokomponowanych przez holenderskiego kompozytora Henka de Vlieger, który też złączył wszystko w spójną całość (a sprawnie poprowadził Tadeusz Kozłowski). Legendę o Tristanie Pastor potraktował szerzej niż Wagner, rozpoczynając opowieść od narodzenia Tristana i śmierci obojga jego rodziców. Postaci rodziców (Dominika Krysztoforska, Siergiej Basałajew) pozostają duchami opiekuńczymi Tristana (świetny szwedzki tancerz Jan-Erik Wikström). Rewelacyjne są solowe duety obojga bohaterów (Izoldą jest Izabela Milewska). Styl tańca nie odchodzi daleko od klasycznego, lecz mimo to wyraża intensywne emocje. Obiecujący początek współpracy.

Dorota Szwarcman
[„Polityka”, nr 15, 11 kwietnia 2009]


„Wiadomości 24.pl”:

Polski balet ma czym błyszczeć!


   Wreszcie progresywne pojmowanie tańca, biorące pod uwagę niezniszczalne dziedzictwo klasyki baletowej, jak i dorobku tańca współczesnego, zagościło na scenę narodową. Tym samym, z ponad dwuletniego marazmu, w jakim zdawała się go pogrążyć Jolanta Rybarska, balet TW-ON wychodzi z kryzysu.
   Oglądając „Tristana” do muzyki Richarda Wagnera czułam się jak w Operze Paryskiej: odpowiednio dobrane role solistów, idealnie zgrany corps de ballet i świetna forma tancerzy karmiły moje głodne polskiego baletu oczy przez niemal całe dwie godziny. Krzysztof Pastor (nowy dyrektor baletu Teatru Wielkiego - Opery Narodowej), powróciwszy z emigracji przypomina, że warszawski zespół godzien jest trudnych wyzwań, i że może sobie z nimi brawurowo poradzić. Stworzona przez niego choreografia (mająca swoją prapremierę na scenie Królewskiego Baletu Szwedzkiego) jest przykładem baletu współczesnego, który nie neguje dorobku XIX-wiecznych mistrzów.
   W „Tristanie” można podziwiać panie tańczące na pointach - wykonujące klasyczne, ekspresywne jetés i ujmujące pas de bourré - oraz panów o lekkim, acz męskim skoku. Jednakże (Bogu dzięki!) Pastor swój balet tylko klasycyzuje. W swojej choreografii wykorzystuje także wpływy XX-wiecznych reformatorów począwszy od George’a Balanchine’a (delikatny układ nóg) i Marthy Graham (release) po dziś żyjącego, szwedzkiego awangardzistę Matsa Eka (charakterystyczne zabudowanie przestrzeni dłońmi). W związku właśnie z szacunkiem do klasyki, jak i bazowaniem na nowej technice baletowej, „Tristan” jest dziełem jak najbardziej współczesnym w całej pozytywnej akceptacji tego określenia.
   Jednakże zanim przejdę do analizy poszczególnych składników współczesności, które poza choreografią przyczyniły się do stworzenia tego ważnego widowiska, wydaje mi się wartą wspomnienia historia, która wędruje od średniowiecza po kulturze europejskiej. Miłość Tristana i Izoldy doczekała się różnorodnych wersji, często zaprzeczających się wzajemnie; możemy spotkać nawet taką, która mówi o kazirodczym uczuciu brata i siostry. Krzysztof Pastor wykorzystał w swoim „Tristanie” ogólnie przyjęty układ historii, XIX-wieczną adaptację celtyckiego mitu przez Josepha Bédiera. Tym samym tytułowy bohater jest dzielnym wojownikiem i po kolejnych brawurowo stoczonych bitwach ma za zadanie odebrać z rąk Irlandczyków Izoldę, przyszłą żonę króla Marka. I nic nie stałoby na przeszkodzie pięknemu i banalnemu zakończeniu, gdyby nie fatalna pomyłka: dwójka bohaterów wypija przez przypadek napój miłosny, przygotowany dla Izoldy i króla Marka gwarantujący im wieczną miłość. I tak rozpoczyna się tragiczne uczucie tych dwojga, co wcale kochać się nie mieli…
   Krzysztof Pastor jest wierny tej historii w swojej choreografii. Widzimy zatem, niestety momentami przydługą (niczym w baletach Mariusa Petipy) całą przeszłość Tristana, jego waleczność i wrażliwość. Akcja zagęszcza się dopiero w połowie I aktu, kiedy to dochodzi do nasyconego elektryzującym uczuciem spotkania Tristana z Izoldą. To pas de deux, doskonale zatańczone przez Izabelę Milewską i Jana-Erika Wikströma jest jednym z najwartościowszych elementów spektaklu, tak pod względem choreograficznym jak i wykonawczym.
   Wikström jest pięknym tancerzem, z ogromną siłą i co najważniejsze doskonałą elewacją (pożądana możliwość sekundowego zatrzymywania się w skoku). Milewska świetnie mu wtóruje: poza wirtuozerią techniczną, jej Izolda jest liryczna, a przy tym pełna delikatnego erotyzmu. Nie wolno oczywiście pominąć też co rusz pojawiającego się wybornego duetu rodziców Tristana, którzy jak anioły zdają się strzec go od niebezpieczeństw. Dominika Krysztoforska i Siergiej Basałajew zostali idealnie obsadzeni do tych ról: ich wyrazista technika znalazła wreszcie odpowiednie ujście. „Last but not least”, niczym „wisienka na tym torcie”, „jak jeden mąż”, tańczy warszawskie corps de ballet – coś niesamowitego, biorąc pod uwagę, że widziałam spektakl premierowy, a nie grane kilka razy w miesiącu „Jezioro łabędzie”. Potwierdza się tutaj teatralna reguła pracy z wybitnym twórcą, który potrafi w krótkim okresie czasu do tego stopnia zmotywować zespół, by spektakl był nienaganny pod każdym względem technicznym.
   Panowie wysoko skaczą, panie zaskakują delikatnym wdziękiem, a to nie tylko zasługa choreografii, lecz także aspektu wizualnego ”Tristana”. Kostiumy zaprojektowane przez stylistę Macieja Zienia, który na co dzień ubiera gwiazdy kina, a nie tancerzy, zaskakują. Osobiście bałam się bezkształtnych i niefunkcjonalnych w tańcu sukien (tak jak było w przypadku przecież nie tak odległego w czasie „Spartakusa”), ale Zień zaprojektował stroje jak najbardziej baletowe – to określenie powinno być dla młodego twórcy wyznacznikiem doskonałości jeśli zamierza nadal współpracować z baletem. Inspirowane japońskimi wzorami, nowatorskie kostiumy są wygodne (nic się nie plącze), efektowne (błyszczące kryształy Swarovskiego) i co ważne – wykonane z wysokiej jakości materiałów, dzięki którym powiewne sukna płyną w powietrzu delikatnym ruchem. Ponadto, wszystkie kostiumy utrzymane są w delikatnej, zimnej stylistyce, co uwydatnia czystość inscenizacyjną, utrzymaną również przez resztę elementów wizualnych.
   Scenografia Katarzyny Nesteruk ma w sobie ten element, który we współczesnym teatrze ceni się najbardziej: prostotę. Podłoga podzielona jest na naprzemiennie następujące po sobie części złożone z ostrych trójkątów: jedne błyszczą lustrzaną czernią, drugie gaszą matującą szarością. Na chłodnym horyzoncie zawieszona jest konstrukcja, która niestety niepotrzebnie w drugim akcie unosi się i formuje znak celtyckiego krzyża, do tego czasu służąc znakomicie za niebanalne przedłużenie kulis. Zmian dekoracji praktycznie nie ma. Jedyna dynamika scenograficzna jaka się dokonuje to minimalistyczne projekcje (deszczu, fal, etc.), wprowadzenie ogromnego lichtarza, znakomicie wykorzystane lustro weneckie oraz niesamowity las – szklane rury o zielonej poświacie, które spływają z góry niczym krew symbolicznie zalewająca króla Marka (Wojciech Ślęzak), gdy ten nakrywa Izoldę i Tristana razem, śpiących w naturze, i odgrywa poruszającą scenę szału.
   W najnowszej produkcji Teatru Wielkiego - Opery Narodowej, zasklepieniu tych wszystkich elementów, widać dojrzałe podejście do sprawy baletu. Krzysztof Pastor, razem z Katarzyną Nesteruk i Maciejem Zieniem, stworzył ponadczasowy spektakl. „Tristan” do muzyki Wagnera urzeka swym klasycyzującym spektrum, czy to przez choreografię synkretyczną wobec całokształtu twórczości baletowej, czy to przez uniwersalną przestrzeń wizualną inspirowaną siwym chłodem Skandynawii i japońską delikatnością.
   Warszawski zespół został zatem powierzony w dobre ręce i widząc po premierze jego możliwości techniczne jestem spragniona dalszych przedstawień, współczesnych tak jak „Tristan”, dzięki którym polski balet ma czym błyszczeć wśród renomowanych teatrów Europy.

Linda Dutkiewicz
[„Wiadomości24.pl”, 11 kwietnia 2009]


„Viva”:

Zjawiskowy "Tristan" w Operze Narodowej


   Bardowie opiewali tę historię już w XII wieku. Była wielokrotnie przenoszona na ekran i adaptowana na deski teatrów. Legenda nieszczęśliwej miłości Tristana i Izoldy przetrwała do dziś. Tym razem zmierzył się z nią Krzysztof Pastor, który do muzyki z opery Ryszarda Wagnera ułożył choreografię opartą na klasycznym balecie z elementami tańca współczesnego. Gwiazdy, które pojawiły się na premierze, były zachwycone. Podobnie jak wszyscy widzowie, którzy kilkunastominutowymi owacjami nie pozwolili zejść artystom ze sceny.
   O spektaklu było głośno na długo przed polską premierą w Operze Narodowej. Bo w przedstawieniu oprócz znakomitej choreografii i oszałamiającej scenografii Katarzyny Nesteruk można podziwiać kostiumy dla tancerzy, które przygotował Maciej Zień. Nie był to sceniczny debiut projektanta, już wcześniej przygotowywał stroje do przedstawień teatralnych. Jednak po raz pierwszy projektował kostiumy do baletu. Zajęło mu to ponad pół roku. Współpraca z Teatrem Wielkim ułożyła się tak dobrze, że już pracuje nad kolejnymi projektami.

[„Viva”, nr 8, 16 kwietnia 2009]


„Ruch Muzyczny”:

Baletowa rewelacja w Teatrze Wielkim


   Dawno już nie oglądaliśmy w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej tak udanej premiery, jak zaprezentowany 29 marca balet „Tristan” do muzyki Ryszarda Wagnera, wymyślony i przygotowany przez Krzysztofa Pastora, nowego kierownika baletu TW-ON.
   Właściwie wszystko było tu znakomite: doskonale czytelne i nasycone dramatyzmem libretto, finezyjny i ujmujący wysoką kulturą układ choreograficzny, oszczędna a wyrazista scenografia, której ważnym składnikiem było precyzyjne operowanie światłem, świetne ekspresyjne kreacje protagonistów: pierwszego tancerza Królewskiego Baletu Szwedzkiego Jana Erika Wikströma i Izabeli Milewskiej w rolach legendarnych kochanków oraz Wojciecha Ślęzaka (król Marek). Piękne było mezzosopranowe solo Agnieszki Rehlis; silne wrażenie wywierała też gra orkiestry, która pod batutą Tadeusza Kozłowskiego wzniosła się na rzadko osiągany poziom, utrzymując (zgodnie z duchem tej muzyki) nieprzerwane emocjonalne napięcie i przyczyniając się walnie do wytworzenia właściwego klimatu całego spektaklu.
   Wystawiony w Warszawie balet jest nieco zmienioną wersją przedstawienia zrealizowanego przez Krzysztofa Pastora w 2006 r. w Sztokholmie. Muzyczne tworzywo baletu, opracowane przez Henka de Vliegera, opiera się oczywiście przede wszystkim na nieśmiertelnym dramacie muzycznym Wagnera „Tristan i Izolda”; wykorzystano tu także muzyczny materiał Wagnerowskich „Wesendonk-Lieder” w instrumentacji Felixa Mottla.

Józef Kański
[„Ruch Muzyczny”,  nr 8, 19 kwietnia 2009]


„Przegląd”:

Najpiękniejsza śmierć miłosna


   W bardzo podniosłym, niemalże patriotycznym nastroju odbyła się inauguracja działalności Polskiego Baletu Narodowego, którym kieruje znakomitość ze świata tańca, Krzysztof Pastor. Jego pierwsza warszawska premiera to balet „Tristan” z muzyką Ryszarda Wagnera. Nie jest to baletowa wersja opery „Tristan i Izolda”, ale autorski spektakl, gdzie celtycką legendę opowiada się językiem tańca. Otrzymaliśmy wydarzenie interesujące, choć sam styl opowieści okazał się nieco rozwlekły, a pastelowe dekoracje Katarzyny Nesteruk mało błyskotliwe. Obroniła się natomiast zjawiskowa muzyka Wagnera w doskonałej interpretacji Tadeusza Kozłowskiego i talenty tancerzy, zwłaszcza Izabeli Milewskiej jako Izoldy. Finałowa taneczna śmierć obojga kochanków to coś, co koniecznie trzeba zobaczyć.

Bronisław Tumiłowicz
[„Przegląd”, nr 15, 19 kwietnia 2009]


„Nasz Dziennik”:

Trochę klasycznie, reszta współcześnie


   Mit Tristana i Izoldy wciąż jest żywotnie obecny zarówno w dawnej, jak i we współczesnej kulturze. Ten średniowieczny, starofrancuski romans rycerski, pochodzący z około XII wieku, a oparty na celtyckich podaniach z okresu przed n.Chr. można wręcz określić pięknym, uczuciowym samograjem. Baśniowa opowieść o tragicznej, niemożliwej do spełniania miłości walecznego rycerza Tristana i urodziwej księżniczki Izoldy Jasnowłosej jest nieustanną inspiracją twórczą dla artystów. Mimo upływu czasu wciąż stanowi temat uniwersalny. Posłużyła także Krzysztofowi Pastorowi do stworzenia baletu „Tristan”. Najnowsza baletowa premiera Opery Narodowej łączy klasykę ze współczesnością.
   Tę historię wielkiej miłości zakończonej śmiercią najczęściej wykorzystywano w malarstwie, chyba najsłynniejszy jest obraz Salvadora Dalego. Po motyw ten sięgali pisarze, dość wspomnieć tu Tomasza Manna, a u nas Marię Kuncewiczową czy Ernesta Brylla. Nie mówiąc już o wielokrotnym przenoszeniu słynnej historii na ekran, jak choćby film Kevina Reynoldsa. A w muzyce - oczywiście Richard Wagner i jego opera „Tristan i Izolda”. Właśnie orkiestrową aranżację symfoniczną opery Wagnera autorstwa holenderskiego muzyka Henka de Vliegera wraz z Wagnerowskimi pieśniami z cyklu „Wesendonk Lieder” (pięć pieśni do słów Matyldy Wesendonk, śpiewanych przez Annę Lubańską) wykorzystał Krzysztof Pastor w swoim balecie „Tristan” powstałym w 2006 r. specjalnie na zamówienie Królewskiego Baletu Szwedzkiego.
   Warszawska inscenizacja w ogólnej koncepcji jest powtórzeniem sztokholmskiej, jednak różni ją warstwa scenograficzna, no i przede wszystkim wykonawcy. Choć tytułową partię na warszawskiej premierze (tak jak w Sztokholmie) znakomicie, wyraziście oddając stan emocjonalny postaci, zatańczył szwedzki tancerz Jan-Erik Wikström. To bardzo trudna rola, by ułożeniem ciała, ruchem, gestem oddać wielkie namiętności, jakie ogarniają bohatera, i zarazem pokazać jego dramat moralny oraz próbę zachowania lojalności wobec króla Marka, któremu przeznaczona jest przecież Izolda, a którą Tristan kocha nieprzytomnie. Nie do końca zaś jednoznaczne są tu relacje w scenach męskiego duetu Tristan - Marek. Nie znajduję uzasadnienia artystycznego ani filozoficznego dla takiej interpretacji tej opowieści. W partii Izoldy Jasnowłosej wystąpiła Izabela Milewska, zaś w rolę króla Marka z powodzeniem wcielił się Wojciech Ślęzak.
   Libretto, na podstawie „Dziejów Tristana i Izoldy” Josepha Bédiera, przygotował Krzysztof Pastor wspólnie z dramaturgiem Carlem Alphenaarem. W warstwie fabularnej autorzy adaptacji ukazują całe życie Tristana - począwszy od jego narodzin, dorastanie, poprzez spotkanie z Izoldą, zakochanie się w niej i wynikający stąd dramat prowadzący do śmierci obojga. Na scenie pojawiają się też rodzice Tristana: matka (Dominika Krysztoforska) i ojciec (Siergiej Basałajew), którzy będą czuwać nad synem do końca (w znaczeniu bardziej metafizycznym).
   Za podstawę w swoim układzie choreograficznym Pastor przyjął technikę baletu klasycznego, do której wprowadził - na zasadzie można powiedzieć inkrustacji - elementy tańca modern. Jednak forma współczesnego tańca nie zawłaszcza sobą sceny i nie narzuca spektaklowi dramaturgii wywiedzionej z tańca modern, lecz harmonijnie wplata się w strukturę klasyczną, dzięki czemu spektakl zyskuje płynność ruchu i gestu oraz wizualnie przyjemny wyraz estetyczny. To właśnie tak, jak powinno być: za podstawę przyjmuje się technikę tańca klasycznego i dopiero na tej bazie buduje się inne formy, należące do środków wyrazu przynależnych już do języka współczesnego tańca.
   Powstało interesujące przedstawienie, którego libretto różni się od libretta opery Wagnera. Ten „Tristan” jest właściwie pewnego rodzaju osobistą impresją Krzysztofa Pastora na temat średniowiecznego mitu o miłości nieszczęśliwej. Spektakl pięknie, z gracją gestu zatańczony, ze znakomitym brzmieniem muzyki pod batutą Tadeusza Kozłowskiego. Wprawdzie w kilku scenach muzyka nie za bardzo łączy się z rytmem tańca, ale za to piękny, wspaniale dramatycznie oddany finał wynagradza wszystko. A muzyka Wagnera potwierdza emocjonalność osobistą kompozytora. Podobno, gdy komponował pieśni do słów Matyldy Wesendonk, był w niej ogromnie zakochany. Miłość w życiu osobistym i twórczym Wagnera odegrała dużą rolę. Te wielkie emocje, które wypełniały go, przelewał na swoją muzykę. Ileż w niej dynamiki uczuciowej, ile radości i smutku zarazem, miłości i zazdrości, tak charakterystycznych stanów emocjonalnych dla osoby zakochanej.
   W tym ciekawym, choć niekoniecznie pogłębionym spektaklu, który dobrze się ogląda i odbiera, przeszkadzają mi pewne elementy scenografii. To puszczane z wideo na tylną ścianę sceny obrazy (sugerujące chwilami jakoby reakcję organizmu i całej biologii bohaterów na stan ich tak silnego wzajemnego zakochania się), które mogą odwracać uwagę widza od tancerzy. Ponadto te migające obrazki stanowią jak gdyby obcy, nieprzystający do kreacji żywego obrazu scenicznego element. Jak na mój gust, zakłócają narrację i poetykę spektaklu, wprowadzając klimat kultury pop. Być może intencją twórców przedstawienia jest, by owe projekcje niejako dopowiadały między wierszami ideę dzieła i ożywiały dramaturgię spektaklu, ale mnie to nie przekonuje.
   Warto dodać, iż premiera „Tristana” rozpoczyna nowy rozdział w życiu zawodowym Krzysztofa Pastora, jako nowego dyrektora baletu Opery Narodowej w Warszawie. Artysta ma imponujący dorobek twórczy jako choreograf w zagranicznych teatrach. Pracował z wybitnymi choreografami. To ważne doświadczenie na pewno nie pozostało bez wpływu na własną wyobraźnię i warsztat. Ponadto rozpoczyna się dla baletu warszawskiego nowa era - odtąd balet będzie miał swoją autonomię artystyczną, czyli taką samą ważność roli w strukturze Teatru Wielkiego jak opera. Dwa działy artystyczne - równorzędne prestiżowo i formalnie.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
[„Nasz Dziennik”, nr 94, 22 kwietnia 2009]


„Dance Europe”:

Tristan

Maggie Foyer delektuje się żarliwą wizją Wagnera autorstwa Krzysztofa Pastora w Warszawie

   Miłość igrająca ze śmiercią, upajająca muzyka Wagnera i największa scena w Europie! Premiera „Tristana” w Teatrze Wielkim w Warszawie była doniosłym wydarzeniem. Realizacja Krzysztofa Pastora, pierwsza w jego nowej roli  dyrektora Polskiego Baletu Narodowego, jest nowszą wersją baletu, który miał swoją premierę w Sztokholmie w 2005 roku. Pastor i dramaturg Carel Alphenaar powrócili w scenariuszu do źródeł historii. Ich narracja nie poprzestaje na półśrodkach, penetrując temat do głębi i wznosząc się na szczyty, gdzie miłość jest absolutna, a śmierć lepsza od hańby. Muzyka Wagnera, niczym emocjonalny narkotyk, wyzwala skrajne namiętności. Było wiele ważnych baletów na temat Tristana, ale większość choreografów posługiwała się inną muzyką. Pastor natomiast wybrał koncertową wersję „Tristana i Izoldy” oraz dołączył „Wesendonk Lieder”, pięknie śpiewane przez Agnieszkę Rehlis. Te pieśni oparte na wierszach Mathildy Wesendonk, zakazanej miłości Wagnera, wprowadzają niezwykłą i stosowną tu zmysłowość.
   Na szczęście Krzysztof Pastor ma obsadę dla osiągnięcia tej emocjonalnej różnorodności. W roli Izoldy, filigranowa sylwetka Izabeli Milewskiej była pełna życia i namiętności, a piękno pracy jej nóg i stóp potęgowały zmysłowe ramiona. Jej Tristanem był Jan-Erik Wikström, gościnnie z Królewskiego Baletu Szwedzkiego. Technicznie był w szczytowej formie, oddając się całkowicie roli we frapującym wykonaniu. W całym wieczorze, bogatym w pas de deux, szczególnie poruszający był ich duet następujący po przypadkowym wypiciu napoju miłosnego; nieuchronny wybuch namiętności został wyrażony bezgranicznie w potoku zmysłowego tańca. Na początku drugiego aktu, Wikström idealnie uchwycił beznadziejny smutek Tristana. Pocieszany jest przez „duchy opiekuńcze” swoich rodziców, subtelnie interpretowane przez Dominikę Krysztoforską i Siergieja Basałajewa, dwoje świetnych tancerzy, których stała obecność wzmacnia przedstawienie. Owo smutne i piękne trio z powodzeniem wciąga ponownie publiczność w nurt opowieści. Nie jest to łatwa historia do wyrażenia tańcem, ale w takich momentach jak próba ognia Izoldy choreografia Pastora doskonale przedstawia dramatyzm sceny.
   Język choreograficzny Pastora jest osadzony w klasycyzmie, ale odznacza się giętkością w interpretacji dramatu różnych bohaterów. Wojciech Ślęzak jako Król Marek ma posturę dla tej królewskiej postaci, jednak uporczywa szlachetność postawy może być niezwykle nużąca, więc prawdziwą ulgą było dodanie odrobiny złej krwi w postaci Karola Urbańskiego jako irlandzkiego wojownika Morhołta oraz trzech intrygujących baronów: Pawła Koncewoja, Michała Tużnika i Jacka Tyskiego, nasycających dramat nikczemnymi intencjami i przejmującym tańcem. Podobnie jest z Ozyldą, „drugą kobietą” uwodzicielsko tańczoną przez Martę Fiedler, która robiła wszystko aby skupić na sobie zainteresowanie Tristana. To jest duży zespół, prawie 100-osobowy. Corps de ballet był dobrze przygotowany, szczególnie korzystnie wypadł w partnerowaniu, pracując z muzykalną precyzją, dobrym wykończeniem ruchów i dodatkowo z dramatyczną intensywnością.
   Nowa scenografia Katarzyny Nesteruk daje prosty, mocny przekaz dodający jasności, chociaż kostiumy Macieja Zienia były raczej zbyt baśniowe dla tego brutalnego i przewrotnego świata dzikich namiętności. Pastor udowodnił w „Tristanie”, że nie ucieka od wyzwań, więc po uwieńczonym sukcesem starcie, zespół czeka teraz ekscytująca przyszłość.

Maggie Foyer
[“Dance Europe”, nr 129,  Maj 2009]


„teatrakcje.pl”:

Lodowaty epos Północy


   Druga premiera baletowa tego sezonu w Teatrze Wielkim to spektakl całkowicie nowej jakości, z jaką stołeczna publiczność rzadko kiedy ma okazję się zetknąć. „Tristan” Krzysztofa Pastora do muzyki Richarda Wagnera to wspaniałe widowisko taneczne, piękne jednocześnie w swej scenicznej prostocie jak i w swej interpretacyjnej niejednoznaczności
   Podstawą fabuły baletu Pastora jest oczywiście jedna z najsłynniejszych historii miłosnych świata (wyprzedza ją chyba w popularności jedynie Romeo i Julia), legenda o Tristanie i Izoldzie, pochodząca z kręgów celtyckich, zrekonstruowana w XIX wieku przez filologa Josepha Bédiera na podstawie różnych średniowiecznych przekazów. Dla tworzącego nieco wcześniej Richarda Wagnera w podaniu tym liczyły się przede wszystkim tradycje germańskie (jeden z najobszerniejszych zachowanych eposów o Tristanie i Izoldzie stworzył poeta niemiecki, Gottfried von Strassburg).
   Monumentalna opera Wagnera, uważana za jedno z jego najdoskonalszych dzieł, stała się podstawą do opracowania muzyki do baletu Pastora. W skład materiału muzycznego weszły więc zarówno słynna uwertura, jak i chyba najbardziej znane i charakterystyczne dla dzieła wagnerowskiego preludium, w którym mroczny ton nadaje czarujący i uwodzicielski słynny akord tristanowski. Nie mogło zabraknąć również innego słynnego wagnerowskiego motywu, jakim w operze jest scena śmierci Izoldy. Nie tylko jednak fragmenty dzieła operowego składają się na score warszawskiego „Tristana”: fragmenty symfoniczne zostały przeplecione pieśniami, jakie skomponował Wagner do pięciu poezji Mathilde Wesendonk (solo wokalne Agnieszki Rehlis).
   Cały materiał tworzy dwugodzinne widowisko, które w swej oprawie scenicznej urzeka – jak już wspomniałem – przede wszystkim swym nieskomplikowaniem. Na scenie liczą się wyłącznie tancerze; wykorzystanie rekwizytów jest tu ograniczone do minimum, scenografia składa się głównie z ruchomych elementów i wizualizacji. Dominującą barwą jest w przedstawieniu zimny błękit, element sugerujący jednocześnie umieszczenie akcji w chłodnych krajach Północy, jak i oziębłość uczuć panujących w tym legendarnym królestwie. Warto to podkreślić, ponieważ żadne inne elementy przedstawienia nie wskazują na jakiekolwiek osadzenie akcji w konkretnym czasie lub przestrzeni: to odrealniony, legendarny świat, ale odhistoryzowany, nie starający się wpisać w żaden konkretny czas. Piękne kostiumy tylko niekiedy przywodzą na myśl świat średniowiecznych opowieści, głównie w przypadku postaci męskich, w których charakterystykę wkrada się czasem element ciężkiego uzbrojenia czy kolczugi. Takie operowanie materiałem literackim jeszcze bardziej podkreśla uniwersalny wymiar opowieści o Tristanie i Izoldzie; zobaczymy na scenie wybrane wątki ze słynnego eposu, ale to symboliczny język sceny i mistrzowska choreografia przekazują nam tak naprawdę zawiłą treść legendy.
   W tym sezonie rolę Tristana tańczy Jan-Erik Wikström, pierwszy tancerz Królewskiego Baletu Szwedzkiego, i jest to popis sceniczny, który każdy miłośnik tańca powinien zobaczyć. Towarzyszą mu soliści naszego warszawskiego baletu, Izabela Milewska w roli Izoldy oraz Wojciech Ślęzak jako Marek, król Kornwalii.
   „Tristan” jest spektaklem pięknym nawet dla najbardziej wybrednego widza. Wielbicielom baletu przyzwyczajonym do XIX-wiecznej klasyki bądź do przedstawień w duchu bardziej realistycznym (w rodzaju „Anny Kareniny”) język „Tristana” może wydać się na początku zbyt enigmatyczny, jednak finał baletu i taniec obojga bohaterów nie pozostawiają żadnych wątpliwości – to jest spektakl baletowy jaki chcemy oglądać.

Michał Fijałkowski
[„teatrakcje.pl”, nr 9, 2009]


„Twoja Muza”:

Legenda o miłości


   Legenda Tristana i Izoldy jest najpiękniejszym, najgłębszym poematem miłości, jaki ludzkość kiedykolwiek wydała.

   Tak niezrównany tłumacz i znawca literatury francuskiej Tadeusz Boy-Żeleński pisał w przedmowie do swojego przekład|u „Tristana i Izoldy" Josepha Bédiera. l właśnie ta literacka wersja dziejów Tristana i Izoldy, no i oczywiście muzyka Wagnera, stały się inspiracją dla Krzysztofa Pastora do stworzenia baletu „Tristan", który swoją premierę miał w 2006 roku w Królewskim Balecie Szwedzkim.
   Mówiąc o inspiracji choreograf wspomina: „Ta opowieść absolutnie mnie zafascynowała, jest tak dziwna, nawet trochę naiwna - no i ta niezwykła miłość. Przy okazji uświadomiłem sobie, że Wagner zakochał się w żonie swojego patrona, Matyldzie Wesendonk - w tym samym czasie, gdy pisał o zakazanej miłości Tristana i Izoldy. Wszystko to wiąże się że sobą”. Dlatego w partyturze muzycznej baletu, będącej inteligentną i pełną wyrazu symfoniczną kompilacją Wagnerowskiego „Tristana i Izoldy” autorstwa holenderskiego kompozytora Henka de Vliegera, znalazło się „Pięć pieśni do wierszy Matyldy Wesendonk na głos kobiecy” Wagnera. Zabieg to ze wszech miar szczęśliwy, ponieważ wprowadzają one niezwykłą aurę przesyconą niepokojem, przejmującym smutkiem, nieogarnioną tęsknotą, subtelnym, intymnym uniesieniem. W wykonaniu Agnieszki Rehlis zabrzmiały wyraziście i przejmująco.

Pierwsza premiera dyrektora polskiego Baletu Narodowego

   Krzysztof Pastor stawia oczywiście w centrum parę legendarnych kochanków, ale głównym tematem jego baletu jest miłość, jej różne oblicza i stany. Jest radosna i spokojna miłość rodziców Tristana. Jest też tkliwa, opiekuńcza i wspomagająca syna rodzicielska miłość Riwalena i Blancheflor, którzy po śmierci stają się jego opiekuńczymi duchami. Jest również miłość jedyna na całe życie, czuła, delikatna, idealna, namiętna i ekstatyczna - miłość Tristana i Izoldy. A także miłość króla Marka - nieodwzajemniona  i zawiedziona. I wreszcie miłość Ozyldy - gwałtowna, zaborcza i mściwa.
   Choreograf  każdą z   postaci   obdarzył odrębną indywidualnością, tworząc ciekawe i wyraziste układy taneczne. Ciała tancerzy, każdy ich gest, ruch, mniej i bardziej skomplikowane pas nie tylko charakteryzują osoby dramatu, ale przede wszystkim wydobywają prawdę i siłę ich przeżyć. Autor „Tristana” w sposób przejmujący przedstawia literacką fabułę baletowymi środkami wyrazu, unikając często w takich przypadkach nadużywanej pantomimy. Zespół i poszczególni wykonawcy otrzymali zadania trudne technicznie, ale pozwalające na stworzenie bogatych, pełnych ekspresji postaci, z czego wywiązali się nad podziw dobrze.
   Krzysztof Pastor, ceniony w świecie choreograf, od potowy marca pełni funkcję dyrektora baletu podniesionego do rangi Polskiego Baletu Narodowego. Jedno i drugie pozwala żywić nadzieję, iż warszawski balet zyska na znaczeniu. Już ta pierwsza premiera zrealizowana przez dyrektora baletu (notabene, kiedy rozpoczynał próby, jeszcze nim nie był) dowiodła, że mamy zdolnych i chętnych do pracy tancerzy. Soliści stworzyli zapadające w pamięć kreacje, a corps de ballet zatańczył niemal bez „wpadek". Widać, że kierownicze umiejętności i artystyczny autorytet nowego dyrektora zaowocowało.

Wieczne marzenie o idealnej miłości

   „Tristan” to spektakl dynamiczny, pełen napięcia, przesycony gwałtownymi emocjami, subtelnym erotyzmem i namiętnościami, a jednocześnie wzruszający liryzmem, świeżością miłosnych fascynacji i głębią uczuć. To również wielki dramat rozdarcia między uczuciem a sumieniem, honorem, poszanowaniem ustalonych norm. Krzysztofowi Pastorowi udało się stworzyć dzieło piękne i głębokie, szczere w intencjach i prawdziwe także w sferze współczesnej wrażliwości. Wszak marzenie o idealnej miłości jest wieczne. Cenię w tej pracy równowagę między bogatą formą choreograficzną a emocjonalnym i intelektualnym przesłaniem.
   Znaczący udział w sukcesie mają tancerze: znakomity Jan-Erik Wikström z Królewskiego Baletu Szwedzkiego jako Tristan, zachwycająca i wzruszająca Izabela Milewska - Izolda oraz Marta Fiedler jako dynamiczna i zaborcza Ozylda. Także Wojciech Ślęzak stworzył pełną wyrazu postać króla Marka. W pamięć zapadają też kreacje Dominiki Krysztoforskiej i Siergieja Basałajewa w partiach Blancheflor i Riwalena - rodziców Tristana.
   Scenografia Katarzyny Nesteruk swoją prostotą odpowiadała surowemu klimatowi opowieści, natomiast wielkiej urody kostiumy Macieja Zienia nadały inscenizacji poetycki, nieziemski, naznaczony niezwykłością klimat. I na koniec słowa prawdziwego uznania dla Tadeusza Kozłowskiego, który znakomicie poprowadził orkiestrę i wydobył z partytury Henka de Vliegera i muzyki Wagnera pełnię siły i bogactwo dźwiękowe.      

Renata Popkowicz-Tajchert
[„Twoja Muza”, nr 3, czerwiec-lipiec 2009]    


„Teatr”:

Melodia nieskończona


   Być może nowemu dyrektorowi Baletu Opery Narodowej, który przyjechał z Holandii na zaproszenie Mariusza Trelińskiego, uda się to, co parę sezonów temu, na krótko, udało się Jiřiemu Kyliánowi. Wystawiając wówczas w Teatrze Wielkim m.in. „Svadebkę”", szef Nederlands Dans Theater wykorzystał jak się tylko dało możliwości warszawskiego zespołu baletowego i stworzył program olśniewający urodą i wykonaniem.
   Gdy w 1985 roku Krzysztof Pastor znalazł się w Holandii, zachwycił się Kyliánem, Rudim van Dantzigiem, Hansem van Manenem, Toerem van Schaykiem. Dla Holenderskiego Baletu Narodowego (Het Nationale Ballet) wkrótce sam zaczął realizować choreografie, wiążąc się z nim na długie lata. Tworzył też dla Scottish Ballet i Szwedzkiego Baletu Królewskiego, gdzie w 2006 roku odbyła się premiera jego przedstawienia „Tristan”.
   Dziś spektakl ten wraca, odtworzony i wzbogacony przez Pastora na potrzeby warszawskiej inscenizacji. Spektakl, do muzyki „Tristana i Izoldy” - dramatu muzycznego Richarda Wagnera, wydaje się dobrym zwiastunem przemian, ożywienia, nowych wyzwań i perspektyw dla polskiego baletu.
   W realizacji Pastora mit Tristana i Izoldy stał się poematem baletowym, wizją poetycką. To raczej impresja, swobodna i zarazem pojemna metafora miłosnej pasji, tęsknoty, niespełnionych marzeń w świecie odrealnionym, nie zaś linearnie opowiedziana historia. W onirycznym krajobrazie dominuje żywioł wody. To z niego rodzą się duchy opiekuńcze Tristana (Magdalena Ciechowicz, Robert Bondara) - niczym białe, wodne ptaki. Ten piękny duet będzie powracał i towarzyszył Tristanowi (Paweł Koncewoj) w różnych momentach jego życiowej wędrówki. Z żywiołu tego w końcu wywodzi się on sam - młody, odważny rycerz. Scena skąpana w błękitnym świetle przypomina taflę jeziora. W tle animacje komputerowe pozwalają toczącym się po niewidzialnej szybie kroplom wody łączyć się i tworzyć abstrakcyjne konstelacje. Czasem przypominają one wzburzone fale, to znów kształty piętrzącej się w górę gotyckiej katedry. Horyzont nieustannie pulsuje, obrazy zmieniają się niemal niepostrzeżenie, układają w ruchomy witraż. Obecność pierwiastka wody została doskonale odwzorowana przez Wagnerowski żywioł muzyczny: ów niepokojący, często mroczny, potężny nurt, pełen nieoczekiwanych kontrapunktów i dramatycznych zwrotów. Pozornie nie do ogarnięcia - okazuje się przecież precyzyjny i logiczny. Porządek nadaje między innymi wypracowana przez kompozytora, jednocząca rozbudowaną formę operową, reguła motywu przewodniego, który towarzyszy postaciom, przedmiotom czy stanom psychicznym bohaterów.
   Scenografię tworzy właściwie tylko gra świateł, oprócz wspomnianych niebieskich, także: białych, fioletowych, czerwonych, zielonych - w zależności od nastroju i sytuacji. W kilku miejscach pojawią się dodatkowe elementy: weneckie lustra w scenie nieoczekiwanego odkrycia kochanków przez króla Marka (Wojciech Ślęzak), czy płonący stos podczas próby ognia przygotowanej dla Izoldy (Dagmara Dryl), albo srebrne „stalaktyty” w lesie, czy znów miecze jako rekwizyty dla Tristana i Marka w efektownych obrazach walki. Magiczne „nigdzie” oraz zmysłowe, namacalne „tu i teraz” nieustannie się ze sobą splatają.
   Monochromatyczne kostiumy utrzymane są w szaro-beżowo-białej tonacji. Niekiedy pojawiają się tu czerń lub czerwień - dla podkreślenia szczególnego charakteru postaci, tak jak ma to miejsce podczas próby ognia, gdy zjawia się grupa „tańczących płomieni”. Resztę dopełnia światło.
   Krzysztof Pastor w swojej choreografii odwołuje się zarówno do klasycznego baletu, neoklasyki, jak i do tańca współczesnego. Swobodnie porusza się po różnych obszarach, łącząc doświadczenia i techniki. Tancerze pod jego ręką zdają się płynąć z lekkością, przejmować wzajemnie od siebie niewidzialne impulsy, tworząc taneczne frazy i całe kompozycje. Zapadają w pamięci pas de deux Tristana i Izoldy, a także Blancheflor i Riwalen. Zarówno w przypadku jednego, jak i drugiego duetu udało się artystom zachować równowagę pomiędzy lirycznym niedopowiedzeniem a psychologiczną prawdą gestu. Oto „czułe”, subtelne, pełne uwagi i napięcia partnerowanie, którego owocem wydaje się autentyczna emocja, pozbawiona patosu i pretensji.
   Przedstawienie Pastora to właściwie „tańczona opera”. W kluczowych dla rozwoju akcji momentach z kanału orkiestrowego dobiega solowy śpiew, niczym komentarz dla scenicznych poczynań (Agnieszka Rehlis).
   W scenie śmierci Tristana i Izoldy zjawiają się ponownie tancerki - ,,żywe płomienie” oraz rycerze w kolczugach. Uformowani w szpalery żegnają niespełnionych kochanków, oddając im cześć i szacunek. W obecności okrytej całunem, odrzuconej przez Tristana Ozyldy (Maria Żuk) oraz Marka ciała kochanków ułożone zostają jedno na drugim, tworząc symboliczny krzyż. Ale to nie koniec. W ostatnim obrazie młodzi powrócą jeszcze raz w srebrnej poświacie księżyca. Niczym w zaświatach zatańczą w finałowym pas de deux, jakby na przekór przeznaczeniu, potwierdzając tym samym swą miłość wbrew naturze, otoczeniu, kolejom losu, siłom nadprzyrodzonym. Po czym odejdą w nieznane. Wieczni kochankowie? Legenda o nich wcale nie zamienia się w banał. Oto „melodia nieskończona, absolutna" - taka, jaką chciał usłyszeć Wagner.

Aleksandra Rembowska
[„Teatr”,  nr 7-8, z 7 sierpnia 2009]


„Wiadomości24.pl”:

Tristan, czyli historia bez happy endu w Teatrze Wielkim


  Nieszczęśliwa historia Tristana i Izoldy fascynowała mnie od kiedy po raz pierwszy przeczytałam "Dzieje Tristana i Izoldy" Josepha Bediera. Byłam bardzo ciekawa interpretacji choreograficznej tej starej legendy autorstwa Krzysztofa Pastora, dyrektora Baletu Narodowego i choreografa, rezydenta Het Nationale Ballet w Amsterdamie.

  Nie zawiodłam się. Już od pierwszych chwil orkiestra w kunsztowny sposób dawkowała napięcie, a tancerze zachwycali lekkością i zwiewnością ruchów. Jako pierwsi dali popis swych umiejętności Dominika Krzysztoforska w roli Blanchefor - ducha matki Tristana oraz Sergey Basałajew w roli Riwalena - ducha ojca Tristana. Potem pojawiali się jeszcze wiele razy w trudnych dla Tristana chwilach (w tej roli Paweł Koncewoj).
  Na początku możemy podziwiać dzieje Tristana - rycerza i bohatera. Jego zwycięskie walki z przeciwnikami, ale także walki z chorobami. Dopiero pod koniec pierwszego aktu poznajemy Tristana jako oddanego przyjaciela króla Marka i wreszcie nieszczęśliwego kochanka. Podczas podróży z ojczyzny Izoldy - Irlandii do Kornwalii, gdzie panuje jej przyszły mąż - król Marek, oddany sługa króla i jego przyszła małżonka wypijają cudowny napój. Tu zaczyna się historia ich szalonej miłości, która sprawia, że oboje łamią zasady, według których dotychczas żyli.
  To jedna z niewielu scen, gdzie użyto rekwizytów. Scenografia stworzona przez Katarzynę Nesteruk urzekała prostotą. Flakoniki z napojem oraz miecze wystarczyły. Najwięcej treści oddawały taniec i muzyka. Na chwilę na scenie pojawił się też ogień, kiedy to Izolda została poddana próbie gorącego żelaza, a także spływające z góry słupy podświetlone na zielono, kiedy Tristan i Izolda ukrywali się w lesie.
  Oprócz tańca zachwycająca była także mimika tancerzy. Wspaniały popis króla Marka, kiedy w lesie moreńskim spotyka śpiących obok siebie kochanków. Długo wykonywał gesty świadczące o chęci zabicia Tristana, a jednocześnie niepewności. Inny moment, który zapadł mi w pamięć, to scena tuż po próbie rozpalonego żelaza, kiedy Izolda obejmowana przez męża za jego plecami obejmuje dłońmi twarz Tristana przebranego za żebraka. To rozpaczliwy gest kobiety postawionej z jednej strony przed koniecznością wierności zasadom, a z drugiej przed wielkim uczuciem, z którym nie potrafi walczyć.
  Kiedy Tristan poślubia Ozyldę (znaną z innych wersji historii jako Izolda o białych dłoniach), Izolda próbuje z nią walczyć. Widać nienawiść w jej oczach.
  To co sprawia, że długo po wyjściu z opery pozostaje się pod wrażeniem tego baletu, to końcowa scena, w której Tristan i Izolda dają fascynujący i wzruszający pokaz taneczny. Sceny pełne miłosnych uniesień kochanków, którzy wciąż nie mogą się sobą nacieszyć. Jak gdyby tęsknili za sobą tym bardziej, im bliżej siebie są.
  Tancerki pojawiające się na pointach zadziwiają nie tylko umiejętnościami tanecznymi, ale także pięknymi kreacjami. Pojawiający się w ważnych dla Tristana momentach duchy Blanchefor i Riwalen dodają baletowi mistyczności.
  Mówiąc o "Tristanie" Richarda Wagnera nie można pominąć wspaniałych kostiumów stworzonych przez samego Macieja Zienia. Izolda (Dagmara Dryl)w dziewczęcej zwiewnej sukience świecącej kryształami oraz Tristan i król Marek prezentujący się dostojnie jak rycerze w zbroi a jednocześnie nie skrępowani zbytnio strojem.
  Bardzo trudno jest pisać o balecie, ponieważ emocji, które towarzyszą siedzącym na widowni nie da się nawet w niewielkiej części oddać słowami. To trzeba przeżyć. Jak powiedziała towarzysząca mi przyjaciółka: "Niesamowite, ile emocji można wyrazić tańcem". Obie wyszłyśmy z opery z wypiekami na twarzy.

Anna M. Kowalska
[Wiadomości24.pl, 12 stycznia 2010]