MADAME BUTTERFLY
Tragedia japońska w trzech aktach
Czas trwania: 3 godz. 10 min.
Dyrygent: Tadeusz Kozłowski
Soliści, Chór i Orkiestra Opery Narodowej
Pinkerton jest pułkownikiem wojsk amerykańskich stacjonujących w Nagasaki, Cho-Cho-San – japońską gejszą. Kobieta dla ukochanego zmienia wiarę i zostaje jego żoną. Niedługo po ślubie pułkownik zostawia ją i wraca do kraju. Po trzech latach pojawia się znowu, ale z nową małżonką, i tylko po to, by zabrać swoje dziecko. Butterfly popełnia rytualne samobójstwo... Madame Butterfly to jedna z najpiękniejszych operowych opowieści o miłości, poświęceniu, wierności, wreszcie o zderzeniu odmiennych kultur. Ten muzyczny mit Pigmaliona w zmysłowej inscenizacji reżysera Mariusza Trelińskiego i scenografa Borisa Kudlički to pierwszy wielki sukces tego tandemu na scenie Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie. Przedstawienie owiane już legendą, wystawiane także przez Placida Domingo w Operze Waszyngtońskiej oraz Valerego Gergieva w Teatrze Maryjskim w Petersburgu.
Pełny tekst libretta w polskim tłumaczeniu dostępny w programie do spektaklu. Fot. Juliusz Multarzyński
Warszawska inscenizacja „Madame Butterfly” zwróciła na siebie uwagę dyrektora Opery Waszyngtońskiej, wspaniałego tenora Placida Domingo i została zrealizowana w koprodukcji z Teatrem Wielkim – Operą Narodową także na tamtejszej scenie. Waszyngtońska premiera odbyła się 27 października 2001 roku i zaowocowała zachwytem widowni oraz znakomitymi recenzjami w prasie amerykańskiej. Placido Domingo o naszej inscenizacji: Nigdy w swoim długim życiu nie widziałem tak świetnej inscenizacji „Madame Butterfly”. Ale nie tylko. Jest to jedno z najpiękniejszych przedstawień, jakie w ogóle widziałem w operze… To spektakl, który wykracza daleko poza ramy opery. Jest świeży, nowatorski, inteligentny. Widowisko pełne niezwykłej magii, uroku teatralnego. Na scenie powstał świat symboliczny, pozbawiony jakiejkolwiek dosłowności, przełamujący stereotypy naszego myślenia o Japonii… W operze dokonuje się w tej chwili wielki przełom. Twórcy coraz wyraźniej czerpią ze współczesności. W przedstawieniu Trelińskiego zachwyca mnie pełna równowaga pomiędzy nowoczesnością, niezwykle śmiałą formą i materią samego utworu. Wizja sceniczna została całkowicie podporządkowana opowiadanej historii i muzyce Pucciniego… (Z wywiadu udzielonego Joannie Klimas dla dwutygodnika „Viva”) TREŚĆ OPERY AKT I W japońskim porcie zatrzymał się na czas dłuższy okręt amerykańskiej marynarki wojennej. Monotonny tryb życia ciąży młodemu porucznikowi Pinkertonowi; aby sobie uprzyjemnić życie, korzysta z usług japońskiego pośrednika Goro, który za opłatą ułatwia mu znajomość z młodziutką gejszą Cio-Cio-San, zwaną także Butterfly (motyl). Pinkerton, zgodnie z japońskimi zwyczajami, ma zawrzeć z nią ślub, którego ważność rozciąga się na 999 lat. Goro wprowadza porucznika do wynajętego dlań domku na wzgórzu nad miastem i przedstawia mu służbę jego przyszłej żony. Wkrótce ma się odbyć ceremonia ślubna – jako pierwszy z gości zjawia się konsul Stanów Zjednoczonych w Nagasaki, Sharpless. Zapatruje się on na sprawę małżeństwa Pinkertona poważniej niż młody porucznik i ostrzega go, by nie łamał życia młodziutkiej, szczerze go kochającej Japonce. Nadchodzi Cio-Cio-San w otoczeniu rodziny i licznego grona dziewcząt japońskich. Wyznaje ona Pinkertonowi, że rano była w domu misjonarzy, by przyjąć wiarę chrześcijańską, i że dla niego gotowa jest zupełnie zerwać ze swą rodziną i środowiskiem. Urzędnik stanu cywilnego odczytuje akt ślubu. Weselną atmosferę mąci nagłe zjawienie się wuja panny młodej – Bonzy, który odkrył tajemnicę jej chrztu i za porzucenie wiary ojców oraz poślubienie cudzoziemca rzuca przekleństwo na jej głowę. W ślad za nim opuszczają pośpiesznie dom Pinkertona przerażeni goście weselni. Butterfly i Pinkerton zostają sami. Nadchodzi noc. Akt I kończy się wspaniałym duetem miłosnym, jednym z najpiękniejszych w światowej literaturze operowej („Bimba degli occhi”). AKT II Minęły trzy lata od ślubu Pinkertona. Butterfly wraz z małym synkiem każdej wiosny oczekuje męża, który odjeżdżając wkrótce po ceremonii zaślubin, przyrzekł jej, że na pewno powróci. Żyją w biedzie, a wierna służebnica Butterfly, Suzuki, obawia się gorszego jeszcze niedostatku, nie spodziewa się bowiem powrotu Pinkertona. Butterfly jednak niezachwianie wierzy jego słowom. Nieoczekiwanie zjawia się witany radośnie przez Butterfly konsul Sharpless. W trakcie jego wizyty przybywa też bogaty książę Yamadori, który przy pomocy pośrednika Goro zabiega o względy Cio-Cio-San. Młoda Japonka odrzuca jednak stanowczo jego konkury. Uważa się nadal za żonę Pinkertona i nie uznaje rozwodowych zwyczajów japońskich. Na jej postanowienie nie wpływają nawet słowa Sharplessa, który w oględny sposób daje do zrozumienia, że Pinkerton nie zamierza do niej wracać. Cio-Cio-San nie wierzy słowom konsula (aria „Un bel di vedermo” – „Tam na wschodniej stronie”). Pokazuje mu swego synka i prosi, by powiadomił Pinkertona, że oboje z dzieckiem stale go oczekują. Zakłopotany swą przykrą misją Sharpless opuszcza dom Butterfly, która w chwilę potem wypędza natrętnego Goro. Wystrzał armatni zwiastuje przybycie okrętu Pinkertona. Uszczęśliwiona Butterfly przystraja wraz z Suzuki cały dom kwiatami (duet „Scuoti quelle fronda”) i ubrana w ślubną suknię oczekuje przybycia małżonka. Z wolna zapada zmierzch; w oddali słychać śpiew rybaków wracających z połowu. Na ścieżce wiodącej do domku Butterfly nie widać nikogo… AKT III Minęła noc. Znużona oczekiwaniem Butterfly, usnęła. Teraz dopiero w ogródku przed domem zjawiają się Sharpless i Pinkerton. Suzuki ze zdumieniem patrzy na towarzyszącą im nieznajomą elegancką damę. To małżonka Pinkertona przybyła wraz z mężem, by zabrać jego synka. Cio-Cio-San, która zjawia się po chwili, od razu domyśla się wszystkiego i wie, co ma teraz uczynić. Odprawia obecnych i wydobywa ze skrytki stary, rodowy sztylet, na którego klindze wyryte są słowa: „Niechaj z honorem umiera ten, komu los nie pozwolił żyć z honorem”. Pożegnawszy się z dzieckiem, Cio-Cio-San przebija się sztyletem. W ostatnim odruchu świadomości zwraca się w stronę Pinkertona, który wpada do pokoju z okrzykiem: Butterfly! |